Wpisy z tagiem: muzyka

poniedziałek, 27 czerwca 2011
Flea market for Tohoku

W miniony weekend uczestniczyłam jako wolontariusz w imprezie pod hasłem "Pchli targ dla Tohoku" (Flea market for Tohoku). Duży koncert z japońskimi gwiazdami muzyki (z moją ulubioną Anną Tsuchiya) połączony z aukcją fantów. Tak mniej więcej wyglądało to zjawisko naprzeciwko sceny chwilę przed grand opening, kiedy to pierwszy tłum nastolatek dosłownie wbiegł przed barierki.

Wśród fantów znalazły się takie perełki jak gitara od Tokio Hotel (którzy zresztą zagościli osobiście), gitara od Bryana Adamsa, z którą szalał w '97 na scenie w Fukuoce, bluza od Jamesa Blunta czy sukienka od Kyile Minogue.  Zapewniano nas, że przyjedzie też Lady Gaga ponieważ impreza połączona była z wydarzeniem MTV, ale Gaga miała występ gdzieś w Ginzie, czy gdzieś tam. Szczerze mówiąc nie bardzo mnie to interesowało czy będzie czy nie, chciałam zobaczyć Annę na żywo i odpocząć od codzienności. I pojechałam z tak głęboko zakorzenionym przekonaniem, że nie wzięłam nawet aparatu, stąd słabe zdjęcia z telefonu. Moim zadaniem była sprzedaż wody witaminowej (swoją drogą absolutnie nikomu jej nie polecam) lub drinków z tą wodą.

Każdy musiał najpierw zakupić kupony o wyglądzie dolarów.

Za jeden nalewaliśmy wybrany smaczek do kubeczka i obdarowywałam resztą wody w butelce. Za dwa drink z wódką. Ale z jaką!! O ironio losu. Oczywiście z polską wódką, Belvedere.

Miałam pracować 2 godziny i uczestniczyć w zabawie, ale tak dobrze bawiłam się za mini barem, że po czterech godzinach przeniosłam się do baru dla vipów. Co ciekawe mogłam z niego wyjść w każdej chwili i dołączyć do ów vipów z MTV, piosenkarzy itd., co zresztą robili moi znajomi zmieniając się co jakiś czas. Tam... istny szał. Nie mogłam nadążyć z podawaniem. Dobrze, że był mały wybór. Jednak wcale nie miałam ochoty wychodzić. Sprawiło mi to tyle radości, że mimo propozycji na karaoke po skończonej imprezie (była wtedy 2 nad ranem) zostałam i pomogłam sprzątać do 6:30.

Słyszał ktoś kiedyś o siniakach na dłoni, a mówiąc 'na dłoni' mam na myśli jej wewnętrzną część. Jak sobie policzyłam to odkręciłam jakieś 200-300 butelek. Bardzo, bardzo dużo. Następnego dnia nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam, ale jednak. Wyglądało jak cień, ale to siniaki, dziś została ich połowa. Ale nie narzekam, piszę o tym z uśmiechem, bo naprawdę świetnie się bawiłam. Oderwałam się całkowicie od problemów i posłuchałam fajnej muzyki w miłej atmosferze. Do tego poznałam na przykład Verbala, który nagle przyszedł do naszego stanowiska i tworząc uśmiechy dowiedziałam się co to znaczy stać w blasku fleszy i telefonów komórkowych. Swoją drogą świetny gość. Zdjęcia razem nie mam, ale ma je dziesiątki Japonek na telefonach, więc może mimochodem kiedyś je zobaczę w internecie w najmniej spodziewanym momencie. Tu wersja solo dla sponsora.

A tu wersja mnie solo podczas krótkiej przerwy dla stóp przy sprzątaniu. Scena oczami vipów. Szczerze powiem, że wolałam moje stosiko 5 metrów od sceny.

sobota, 04 czerwca 2011
Ukryci w Shibuya

Są takie miejsca w każdym mieście, których nie można znaleźć samemu. Czasem mijasz je wiele razy i nie zdajesz sobie sprawy, że gdzieś tam tętni życie. Tętni wyjątkowa muzyka, przychodzą ciekawi ludzie. Młody właściciel z kolczykiem w uchu o bardzo kultowym wyglądzie ma tak naprawdę żonę i dwójkę dzieci. Na co dzień nie wyróżnia się z tłumu. Bar o powierzchni może dziesięciu metrów kwadratowych wypełniony po brzegi mieszanką etniczną. Ludzie z każdego zakątka świata i Tokyo przede wszystkim. Zamawiając drinka jak zwykle nie odczuwam alkoholu, ale shot jest podawany w kieliszku chyba ze dwa razy większym niż w Polsce. Popisane ściany, zapełnione rysunkami, na mini stoliku w rogu jenga, której każdy klocek jest inny. Na jej klockach bywalcy też wymieniają wiadomości. Jednak najbardziej twórcza jej toaleta. Nawet jakbym miała czym napisać, to i tak już nie ma za bardzo miejsca. Nawet sufit się nie ostał. Brzmi nieznany rock, brzmią Pixies, Oasis, The Cure, teledyski z lat osiemdziesiątych na ekranie za barem o dziwo komponują się z barwą piosenek.  Ze ściany dumnie patrzą na nas dwa poroża. Doprawdy zjawiskowe miejsce, gdzie niemal każdy gość trafił przez kogoś innego. I ten łańcuszek tak się ciągnie. Nas przyprowadziła Wee, a ją kolega. Ciekawa jestem kto z wczorajszego tłumu sam odkrył ten niewielki bar schowany na trzecim piętrze, zaraz za głośnymi pachinko i rozreklamowanymi izakayami, tuż przy stacji Shibuya.

Tagi: muzyka sake
06:20, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 sierpnia 2010
Wadaiko - japońskie brzmienie
Po długiej przerwie krótko i na temat.

Rytmy ziemi, morze, woda, słońce, wiosna... a wszystko to wyrażone przy pomocy bębnów. Tradycyjnego japońskiego brzmienia jakim jest wadaiko. Miałam niepowtarzalną okazję być na takim koncercie. Gra świateł, dzięków i ludzi. Miesiące przygotowań nie poszły na marne. Nie da się opisać słowami tego co słyszy ludzkie ucho. Udało mi się zrobić kilka zdjęć i małe video podczas finałowego utworu zanim pani z obsługi przypomniała mi, że nie można. Mimo publicznego upokorzenia warto było.

 

09:37, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 lipca 2010
Koncert Harmonica Creams

Sytuacja bardzo podobna do tej ostatniej z nieoczekiwanym wyjściem na sake. Tym natomiast nieoczekiwane wyjście na koncert bluesowy. Zespół, Harmonica Creams (lub Hamonika kuriimuzu po japońsku), składał się z gitarzysty, basisty, perkusisty i wirtuoza. Wirtuoza harmonijki, który przy okazji śpiewa. Są Japończykami mieszkającymi we Francji, którzy przyjeżdżają często do Japonii po to, żeby brać na żywo. Całość miała miejsce w niewielkim barze (dwa razy większym niż te, w których ostatnio bywałam) na tyłach dzielnicy Shibuya. Poniżej to co nagrałam komórką, jakoś jest... co tu dużo mówić, kiepska. Dźwięk jednak nawet całkiem, całkiem mimo, że byłam na samiutkim końcu, oparta o ścianę. To, co zostało uchwycone jest tylko króciutkim kawałkiem w oceanie dźwięków jakimi oczarował nas Yoshito. Ich tourne ciągnie się po całej Japonii wspólnie i solowo przez najbliższe dwa miesiące. Muzykomanów polecam stronę Harmonica Creams lub osobiste spotkanie z ciekawymi ludźmi w Osace (18.09), Kyoto (19.09) czy Tokyo (25.09).

 

wtorek, 20 lipca 2010
Dźwięki nad Tama gawa*

gawa (czyt. gała) - rzeka

Jestem zakochana w swojej parasolce słonecznej. Jest cudowna, jest wspaniała na upały doskonała. Nie jestem w stanie opisać ile radości mi dziś sprawiła o 8 rano, kiedy to słońce próbowało mnie przysmażyć. Co do porannych przygód, to dziś drugi raz widziałam saksofonistę nad rzeką Tama. Wygląda on dość zjawiskowo. Ja jestem zazwyczaj ściśnięta w porannym pociągu, na peronie biało-czarne mundurki ustawiają się w kolejkę do drzwi wagonu, na dachu jednego z budynków pewien Japończyk trenuje grę w golfa, a w dole stacji, pod długim mostem rozciąga się spokojnie Tama, z pięknymi zielonymi brzegami poprzez które wiodą ścieżki zdrowia. A na tych zielonych łączkach, tuż przez niezbadaną, miejską dżunglą ćwiczy pewien saksofonista, zupełnie oddany swojej pasji.

piątek, 18 czerwca 2010
J-hip hop podejście drugie

Jak obiecałam, podsyłam utwór zespołu Jack Spot, na którego koncercie byłam przedwczoraj. Kawałek nazywa się Best of Party. Jest jeszcze jedna rzecz jaką o japońskiej muzyce wiedzieć należy. Niemal wszędzie można natrafić na pojedyncze angielskie słowa. Czasem nawet zdania. Jest to bardzo popularne nie zależnie od gatunku.

Tagi: muzyka
16:23, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 czerwca 2010
J-hip hop w Asian Cafe

Proszę Pana, proszę pana rzecz się stała niesłychana, 1600 odwiedzin przez ostatnie 24 godziny. To jest 3 razy więcej niż w przeciągu tygodnia. Dziękuję bardzo wszystkim osobom, które czytają. Nie sądziłam, że moje wpisy mogą trafić do tak szerokiego grona czytelników. Nie pozostaje mi nic innego, jak kontynuować i bardziej się starać.

To tyle krótkim wstępem i przechodzę do tematu głównego.

Wczoraj wybrałam się do małego baru Asian Cafe przy stacji Gakugeidaigaku. Bardzo małego. Dostałam zaproszenie od kolegi, który rapuje i gra na gitarze w trzy-osobowym zespole. Był to ich pierwszy koncert live. Przed mini występowała wokalistka z akompaniamentem keyboard'u. W barze, który sam w sobie jest w kształcie litery L, znajduje się mini scena, przed którą wygodny narożnik ze stolikiem jest w stanie pomieścić 5 osób, w dalszej części przy podłużnym barze może klapnać 8 osób i to byłoby na tyle. Reszta, która się zmieści będzie musiała postać, ale zapewniam, że warto. Sam właściciel grał na gitarze, ma niemałą kolekcję muzyki i nagrywa każdy koncert, więc popijając drinka można nacieszyć uszy unikalnymi dźwiękami. Japończycy kochają muzykę, nie da się ukryć. Przecież stąd właśnie przywędrowało karaoke. Potrafią docenić każdego kto ma talent, unikalną barwę, talent niezależnie od stylu. Sam fakt, że Japonia jest nieźle zaludniona sprawia, że dużo osób ma podobne zainteresowania. Dla mnie, która uwielbia muzykę, często czuję jak w raju. Kiedy wychodzę na koncert dostaję na wejściu stos ulotek w torebeczce z zapowiedziami muzycznymi w podobnym klimacie. Tym razem było inaczej, wiadomo, nie ta skala zjawiska. Mimo wszystko na każdy z nas dostał płytę! Postaram się wrzucić jeden utwór wieczorem. Trzeba dodać, że w większości przypadków Japończycy tworzą dobrą muzykę, która nie dociera nigdzie poza ich własny kraj. W dużych sklepach muzycznych można przesłuchać niemal każdą płytę, w sklepach gitarowych wypróbować gitarę bez konieczności kupowania itd. Można nie lubić popu czy rocka, ale jeśli ktoś interesuje się muzykę będzie potrafił docenić muzykalność tego narodu.

Poniżej trzy pierwsze osoby z lewej w górnym rzędzie to nowa gwiazda Tokyo :) To tak mocno do przodu powiedziane, ale czemu nie. Chłopaki w końcu nie siedzą z założonymi rękami, ani nie grają w gry komputerowe całymi dniami, należy się im szacunek. Albo szacun nawet - bo w końcu są grupą hip hop'ową.

Jeszcze małe wyjaśnienie czym jest J-hip hop. Niczym innym jak hip hop'em po japońsku. To samo dzieje się, gdzie mamy do czynienia z J-pop'em czy J-rock'iem.

Tagi: muzyka
10:23, 0meredith
Link Komentarze (2) »
Japan
Poland