Średniej wielkości pokój, zapach tatami i pięknie zdobione złotem drzwi z malowanymi żurawiami. Przestronne, papierowe onka-drzwi z widokiem na ogród. Zazwyczaj przysłonięte papierowymi okiennicami-drzwiami. Jednak pogoda dopisuje, warto więc zwrócić głowę ku lewej stronie i utkwić wzrok w spokojnej tafli stawku dookoła którego rozpościera się zielony dywan z kamiennymi lampionami. Stawek posłany wysepkami, które łączą wybrzuszone mosty. Przekwitające wiśnie na brzegach topią się w słońcu, a pod nimi z radością otwierają się ku niebu tulipany. Po wejściu do takiego pokoju ma się w sobie uczucie pewnego oczyszczenia, spokoju, a nawet pustki, bo nikt ani nic oprócz stolika, na którym za jakiś czas stanie zielona herbata, nie czeka. Jest absolutnie pusty. Taki unikalny i wyrafinowany czeka na gości przenosząc ich do epoki tych pierwszych władców. Zapomina się o tym, że przywiozło nas w te strony żelazne, głośne metro. Lekkie poddenerwowanie, bo co zrobić, gdy za chwilę w drzwiach ukarze się ta najważniejsza osoba. Co powiedzieć, jak bardzo się otoworzyć, jak pić herbatę? Na tą specjalną okazję mam na sobie prawdziwe ręcznie zdobione kimono oplecione długachnym obi, które na plecach tworzy niebywałe kształty. Już chwilę dzielą nas od spotkania. 29go kwietnia Japonia obchodzi dzień Showa, cesarza. Cesarza za rządów którego urodziłam się po drugiej stronie globu.
Wypbraźnia nie zna granic, kiedy w taki dzień siedzę w cimnym pokoju 3 godziny słuchając postępów całego lab.
Udanego weekendu, bo w końcu majówka. U nas niby też. Golden Week. Tylko, że zapowiada się raczej Black Week (jak to określili dziś na spotkaniu) pod hasłem praca i pomoc omc magistrom w ich prezentacjach. Ale odbijemy sobie, co ma wisieć nie utonie.