Wpisy z tagiem: Laboratorium

wtorek, 08 lutego 2011
Poproś o palec, dostaniesz rękę

Taki właśnie jest mój profesor. Poproszony o ewaluację streszczenia z którym mam problem, bo mam wrażenie, że ciągle piszę to samo i nie wnoszę nic nowego, podskoczył na krześle zaraz po przeczytaniu z miną iście zadowoloną mówić: 'Tak! Mam, coś co będzie idealne. To, co prawda, praca teoretyczna, ale bardzo dobra.' Wstał i odwrócił się za siebie w stronę ściany pokrytej szczelnie książkami chwilę ją obserwując z palcem przy ustach by następnie szybkim krokiem przejść do miejsca, w którym to, czego szuka może się znajdować. 'Wiesz, kim był Taylor?' 'Tak! To profesor ma jego prace? Nieprawdopodobne właśnie dziś o nim czytałam w innej publikacji i zainteresował mnie, bo...' Tego zdania nie było mi dane nigdy dokończyć. Moim oczom ukazały się cztery grubaśne tomy chyba wszystkich prac G.I. Taylora. Lekko zakurzone i sprawiłyby radość tzw. pakerom. Fakt, nie muszę wszystkiego przeczytać, zresztą nie wiem kiedy miałabym to zrobić, ale na pewno znajdę coś ciekawego. Otwieracie szerzej oczy? To pikuś. Te tomy to pikuś! Chwilę po tym jak przygarnęłam zapomniane księgi profesor wpadł do laboratorium dzierżąc w dłoni czyjąś pracę doktorską. 'To jest bardzo ciekawe i możesz przeczytać. Zawiera to, to i tamto.' 'Aha...' Aha, bo ta praca jest po japońsku. Przeczytanie jej zajmie mi kolejne lata nauki, bo nie wyobrażam sobie sprawdzać prawie każdego znaku w słowniku a potem rozszyfrowywać całość... całość dwustu stron. Na moje skromne przypomnienie o poziomie mojego japońskiego profesor stwierdził, że to będzie dobra praktyka. Przyznaję się bez bicia, zamierzam tylko przelecieć przez obrazki i bibliografię. I tak to jest... Następnym razem pięć razy się zastanowię nad pytaniami, opracuję plan mojej niewiedzy i pójdę po konkrety. Bo stos książek, które mogłabym przeczytać, bo są ciekawe (nie przeczę, naprawdę są) rośnie tak szybko, że mam wrażenie, że w ciągu roku dostałam wszystkie książki, jakie profesor przeczytał w trakcie swojego ośmioletniego pobytu w Stanach. Jednak wolę przegięcie w tą stronę.

A miało być dziś o jedzeniu...

10:31, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 października 2010
Przyłapani

Żeby nie było, że Japończycy to tu tylko pracują :)

 

poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Alumni Hayashi ken

W sobotę łączyliśmy się z ludzmi, którzy opuścili nasze laboratorium kilka lat temu. Staszych nie znałam, ale miło zaskoczyli mnie koledzy, z którymi dzieliłam rząd komuterowy przed dwoma laty. Każdy z nich jest teraz w innym mieście bliżej lub dalej Tokyo. Słów mało by opisać jak wyglądała nasza impreza, więc wrzucam jeden wymowny obraz. Przecież nie będę się wdawać w szczegóły jak bardzo reprezentatywną grupą magisterską byliśmy.

Wyjaśnienie tematu znajdziecie w poście 'Hayashi ken grupa specjalna'

 

17:44, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 czerwca 2010
ASL... kto by pomyślał

Kiedy 2 lata temu byłam w tym laboratrium jak student z wymiany odtworzyłam dla kolegów rysunek, który bardzo dobrze oddawał atmosferę i ku mojemy zdziwienu odkryłam go dziś. Jest na lodówce, dokładnie tak, gdzie zawisł poprzednio. Teraz jej nie używam, bo w mojej części pokoju druga lodówka, więc pomimo tych kilku spędzonych tu miesięcy jakoś go nie zauważyłam. Komórkowa jakoś nie powala, ale widać to co trzeba.

* ASL - Aerospace System Laboratory

czwartek, 10 czerwca 2010
Stworzyć pachinko na laborki

Na początek czym jest pachinko (czyt. paczinko).

Automaty do gry, które władają Japonią od dawna. Ponieważ hazard jest ogólnie rzecz biorąc zabroniony, gra się metalowymi kulkami, które kupujemy przy wejściu. Na przykład około 250 sztuk za cenę 1000 jenów (około 30zł). Jednak jeśli wygramy jakieś kulki można je w prosty sposób wymienić po wyjściu z salonu gier, zazwyczaj po przeciwnej stronie ulicy. Można się domyślić, że największy udział w zysku z pachinko ma druga grupa rządząca w Japonii, równie ważna jak rząd – jakuza (mafia).

A tu pierwszy lepszy filmik, żeby było wiadomo o co chodzi oraz jak ważny element kultury japońskiej stanową gry (w końcu kiedyś nie było gier komputerowych)

Grupa B rozłożyła wszystkich swoim programem na łopatki. Zastanawiam się tylko, czy chłopak który prezentował jest fanatykiem gier hazardowych czy programowania. Chyba nawet prof. był pod wrażeniem. Ze zwykłego automatu do gry zrobił machinę czasu. Pełen podziw. Podchodzenie z taką pasją do prostych prac domowych wynika chyba z faktu, że nikt nie musi być na tych zajęciach. Nie ma przedmiotów obowiązkowych przez co dobiera się program wg własnego zainteresowania i potrzeb. Inaczej niż w przypadku naszego laboratorium, gdzie każdy musi przejeść ten kurs  w swoim czasie. Jednak doskonale rozumiem takie rozumowanie. Będąc na studiach nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego co będzie nam w przyszłości potrzebne. Tymczasem są osoby, które mają pewne obycie w danej działce. Stąd też laboratoria, w których spędza się większość czasu są świetnym pomysłem. Mamy swoje miejsce pracy, a do tego pomoc od starszych i ściany książek.

Jestem ciągle zauroczona sposobem prowadzenia tych laborek. Dziś prowadzący przyniósł czytniki kart dla wszystkich, kabelki i śrubokręty, żeby każdy mógł podłączyć do swojego komputera i zrobić prosty programik do odczytu danych.

 

czwartek, 20 maja 2010
Zielony motyl

Po pierwsze polecam dwa nowe linki które dziś dodałam do ulubionych: Afryka 2010 i Londyńczyk. Na pewno nie zawiedziecie się stylem pisania :)

Po drugie. Naukowy dzień w plecy, za to jestem bogatsza duchowo. Wszystko zaczęło się od moich cotygodniowych laborek. Zabierają mi 4 godziny z życiorysu. Na ostatnich zajęciach być nie mogłam, więc nie zostałam przydzielona do żadnej grupy projektowej i nie wiedziałam, że była praca domowa. Tak, pytałam się, ale chyba coś im umknęło jak wyjaśniali jaki przykład robili. Dziś okazało się, że była praca domowa i to dość banalna. Oczywiście nie mogłam zaprezentować osiągnięć mojej grupy do której właśnie zostałam przypisana, a nikogo oprócz mnie nie było. Hayashi ken nie zawiodło swoją wyjątkowością. Wróciłam do laboratorium, ale było już późno i zorientowałam się, że bankomat będzie zamknięty o 21, więc spakowałam wszystko i wyskoczyłam z niedopiętą kurtą i kablem wystającym z torby na pociąg. Udało mi się przed zamknięciem. Skorzystałam z tego, że pokój muzyczny zamykany jest o 22 i pograłam godzinkę na skrzypcach. W drodze do pokoju spotkałam Emily ze Stanów. Uwielbiam ją. Ma tak piękną, artystyczną duszę, że czasem mam wrażenie, że widzę poświatę wokół niej. Zaprosiłam ją do siebie i tak 1,5 godziny minęło. Trafiłyśmy na świetne prace pewnego 20 letniego japońskiego artysty. Japońskość aż się z nich wylewa. Poniżej próbka dzieła i adres strony. A skoro zrobiła się północ prawie to postanowiłam przejść się do lobby i zobaczyć co się dzieje. Nie dotarłam. Usłyszałam w kuchni Asada i Ahmeda (z Pakistanu) i tak próbowałam ich przekonać, że Polska to nie kraj kamienia łupanego i nie jest tak droga jak Szwecja, a jedzenie jest szałowe. Tak naprawdę to bardzo łebscy kolesie, nie wiedzą tylko za wiele o naszym kraju. Ale powiedzmy sobie szczerze, kto nasz wie dużo o Pakistanie, oprócz tego gdzie leży? A co do tego to większość ludzi w Polsce też ma pewnie wątpliwości.

Yuuki

 

czwartek, 22 kwietnia 2010
Hayashi ken - grupa specjalna

Dziś byłam na cztero-godzinnych zajęciach z LabView. Wprowadzenie do programu i instalacja. Każdy dostał własną płytkę z numerem seryjnym i zaczęła się wielka, grupowa instalacja. Spytałam się czy nie ma może wersji angielskiej, bo tak jakby będzie mi łatwiej, ale akurat dziś prowadzący jej nie miał, więc muszę poczekać do kolejnych zajęć (13.05!). Niedługo po tym okazało się, że z naszej sześcioosobowej grupy tylko dwie mogą dziś zainstalować program. Jednemu koledze nie działa napęd, a dwóch innych go najzwyczajniej nie ma. Nikt z pozostałych 28 studentów problemów nie miał. Po prostu uwielbiam moje laboratorium.

* ken – skrót od kenkyu czyli laboratorium; tytuł oznacza: grupa z laboratorium prof. Hayashi’ego

Tym miłym akcentem idę do domu.

Japan
Poland