Wpisy z tagiem: sakura

środa, 18 kwietnia 2012
Darmowe bilety odleciały

Niestety wbrew temu co zapowiedziało Ministerstwo Turystyki pod koniec 2011 roku darmowych biletów do Japonii nie będzie. Ta wiadomość zasmuciła tysiące ludzi na całym globie i odbiła się zdecydowanie mniejszym echem niż poprzednia, radosna, o nie bagatela liczbie 10 000 bohaterów, którzy owy bilet mogą dostać. Decyzja jest bardzo zrozumiała, bo ciężko, żeby rząd wykładał kasę na turystów (i to w takiej liczbie), kiedy rejony potrzęsieniowe są ciągle w opłakanym stanie. Jak słusznie zauważono możliwe, że pieniądze z donacji należałoby również włączyć w tę akcję, a nie sądzę, aby jakiekolwiek państwo było z tego tytułu zadowolone. Żal serce ściska, że podali takie informacje nie myśląc zbytnio, przed uchwaleniem nowego budżetu. Nie chcę mówić, że ktoś mógł zrobić to celowo, aby poruszyć jakoś sektor turystyczny, ale wiele nasuwa się przemyśleń. Nie zmienia to faktu, że do Japonii ciągle można przyjechać i nawet czasem można tanio. na pewno osoby, które bardzo chcą znajdą swoją drogę. A na osłodę kilka zdjęć z wiosennego Tokyo.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Zatrąb proszę

Z pewnością trochę potrwa zanim podzielę się wszystkimi wrażeniami z Indii. Niemożliwe jest też opisanie wszystkiego na blogu, bo musiałabym zamknąć się na kilka dni i po prostu napisać powieść, którą obawiam się, co niektórzy sklasyfikowaliby jako fantasy. Nie mniej podróże z lokalną kompanią i niespodzianki każdego dnia tworzą niezapomniane chwile grozy, radości i ogólnie historię.

Na przykład napis przyzywający do trąbienia mnie rozśmieszył. Bardziej formą niż treścią, ale pod koniec pierwszego dnia zdałam sobie sprawę, że to po prostu informacja tak normalna, jak: "Dziecko w samochodzie" czy "uwaga wyboje". Wiele samochodów wozi na tyłach takie przyjazne komunikaty, bo w tym kraju klakson zastępuje wszystkie zasady ruchu. Wydaje mi się, że lusterko wsteczne służy bardziej dla ozdoby, a kto nauczy się jeździć w Indiach może śmiało aplikować do BORu.

Tyły Sądu Najwyższego.

I brama ozdobiona godłem. Szybko dowiedziałam się, że obowiązuje tu zakaz fotografowania. I jestem pewna, że gdybym była Hindusem dostałam bym odpowiednią wiązankę, albo kolbą w łepetynę za ten wybryk od biegnącego do mnie strażnika. Ale po moim wielkim uśmiechu i przeprosinach: "Ja tylko zdjęcie lewków chciałam. Nie wiedziałam. Bardzo, bardzo przepraszam" twarz groźnego stróża spowił uśmiech i brak słów oraz ostateczne wycofanie się z sytuacji. Raj zaczął się zastanawiać, czy mogłam zaryzykować o zdjęcie z nim. Kto wie, kto wie...

A tutaj, trawnik na rondzie przed urzędem miejskim...

...coś na miarę jego koszenia.

Po pewnym czasie dotarliśmy na dworzec, gdzie trzeba było potwierdzić bilety nocne na dwie trasy. Oznaczeń oczywiście brak, więc jedyne źródło informacji to ludzie, którzy nierzadko wskazują przeciwne kierunki. Raz wskazali dokładnie przeciwne kierunki stojąc obok siebie. Co więcej, każdy z nich był pewien swojej racji.

Podział klasowy jest ciągle bardzo widoczny i tak na przykład istnieją na dworach klimatyzowane poczekalnie dla klas wyższych...

czy ławki tylko dla turystów zagranicznych.

Niedługo po znalezieniu punktu rezerwacji biletów okazało się, że miejsc wcale nie mamy choć już zapłacone, a jesteśmy na liście oczekującej. Trzeba było też zmienić coś w tych biletach i trzymać kciuki.

Złapać wolną taksówkę to jedno. Znaleźć kogoś kto nas podwiezie w ramach oszczędności czasu gdzieś blisko to już inna bajka. Skończyliśmy idąc, bo widocznie nikomu nie opłacała się tak krótka podróż.

Pan sprzedający odświeżacze do ust.

I tzw. święte krowy. Dla chętnych można kupić pęk trawy i nakarmić krowę... świetnie. Biznes się kręci.

To co dzieci lubią najbardziej.

Na wyjściu z dworcowej knajpy podziękowania w wielu językach świata, w tym po japońsku. Polskiego (na razie) brak.

Na wynos pikantna pasta i coś w formie mokrego chlebka. Zapomniałam niestety jak się to nazywa.

A jeśli ktoś wysłał w Mumbaju ubrania do prania to na pewno przyjechały tutaj. Po tym widoku przyznam się, że wolałabym prać moje własnoręcznie, choć miejsce szalenie ciekawe.

Odcięty od Mumbaju Haji Ali Darg (meczet)...

kryje jedno z najpiękniejszych wnętrz, które widział. Nie było mi dane wejść wszędzie, ale uwieczniłam co się dało.

Droga powrotna obfituje w sklepikarzy, którzy potrafią złapać za rękę i siłą ciągnąc do swojego stoiska, w żebraków...

oraz w budki z jedzeniem.

A to już nieco dalej. Mały sklepik z pieczywem i jajkami. Nie wiem jaka jest różnica między indyjskimi a angielskimi, ale te pierwsze są dwa razy droższe.

Więcej o jajkach możecie przeczytać na blogu Wszystkie kolory Indii.

Tego dnia pomyślałam: a w Japonii w tym momencie ludzie robią zdjęcia kwitnącej wiśni.
Pomyślałam nawet, że to czyste szaleństwo. Więc gdy tylko przyjechałam pobiegłam do parku i swoje zdjęcie też cyknęłam... I wierzcie mi lub nie, ale w tym roku było to jedno z dwóch kwitnących drzew wiśni jakie widziała.

07:52, 0meredith
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 marca 2012
Sakura 2012

Do biegu, gotowi, start! Już za moment, już za chwilę. Zakwitną wiśnie, Japonia utonie w puchu biało-różowym. Dlatego trzeba się dobrze przygotować. Pierwsze kwitnienie, a potem już tylko dwa tygodnie. W Tokyo tuż, tuż. Jeszcze tydzień, jeszcze chwilka.

 

Tagi: sakura
17:51, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 kwietnia 2011
Wisienki po japońsku

Sakura - wiśnia. Nawet jeśli nie ma się pojęcia o języku japońskim warto znać to jedno słowo.

Proszę wybaczyć brak rozsądnego wpisu, ale jedyne wolne dwie godziny, jakie udało mi się dziś wydobryć postanowiłam spędzić na zjedzeniu obiadu i chwili oddechu w kolalnym parku. [Nawet teraz, kiedy to piszę jest 1:30 w nocy, a ja ciągle siedzę przed komputerem w lab. Ale szczęściara ze mnie, bo w końcu nie potrzebuję dużo snu :) Inaczej zaczęłoby mnie to męczyć.]

Kraj kwitnącej wiśni przygotowuje się do tego bajecznego sezonu podając nawet przybliżone mapy kwitnienia dla poszczególnym regionów. Poniżej przykładowa z 18go lutego. Są książki, są przewodniki, a parki mają w swoich opisach ilość drzewek, która ma przyciągnąć zgłodniałych widoków ludzi. Więc i ja serwuję dziś kilka zdjęć na deser.

 

Tagi: sakura
18:35, 0meredith
Link Komentarze (9) »
środa, 07 kwietnia 2010
Japoński Nike i pudelki

Proszę państwa, oto JA 235F, szybowiec Nike. Stał prawie samotny, bez większego zainteresowania niedaleko tłumu samurajów, Hello Kitty i drużyn baseball’owych (ciąg dalszy pierwszych dni szkoły). Okazuje się, że nasza uczelnia ma klub szybowcowy. Lot kosztuje około 4000-5000 jenów. Chłopak obciążający skrzydło nie miał żadnej ulotki, nie miał też pojęcia o stronie internetowej i oczywiście nie mógł wstać, więc nic więcej nie wiem (jak na razie). Miałam przyjść później, ale rozpadało się i zgromadzenie zwinęło się w pół minuty.

Nie mogę robić zdjęć wszystkiego co widzę dookoła, ale zdjęcie Pani przyświecającej swoim miniaturowym pudelkom na spacerze z pewnością byłoby drogocenne. Od wczoraj mam dostęp do Internetu w akademiku. Jest do definitywnie duży plus do mojej egzystencji.

Przy okazji widok z mojego okna.

niedziela, 04 kwietnia 2010
Tadaima Nihon *

Od wczoraj mogę powiedzieć, że zaklimatyzowałam się.

Wiśnie w tym roku zakwitły tydzień później, jednym słowem szczęście mnie nie opuszcza. Wczoraj zrobiłam kilka zdjęć a dziś jedziemy do parku. Tylko jest jakoś zimno jak na Japonię, wszyscy jednak zgodnie twierdzą, że chwilę przed moim przyjazdem było jeszcze zimniej. Ach to globalne ocieplenie, wszystkim daje się we znaki.

Przemek, który mieszkał wcześniej w moim obecnym akademiku oprowadził mnie po okolicy. Wiem, gdzie zjeść tanio, smacznie, a gdzie lepiej nie wchodzić. Gdzie można wypożyczyć film za 100 jenów i gdzie zażyć ciepłej japońskiej kąpieli. Obraz okolicy przedstawię jak tylko rozbłyśnie trochę słońca. Dookoła akademika jest praktycznie wszystko czego potrzebuję, nawet miejsce, gdzie może potrenować grę w golfa. Pragnę przypomnieć, że Japończycy uwielbiają go prawie tak samo jak baseball, więc z lotu ptaka widać dużo boisk i golfo-punktów treningowych. Na terenie mojego akademika mogę bez ograniczeń korzystać z Sali gimnastycznej, siłowni, kortu tenisowego, biblioteki, pokoju do nauki i pokoju muzycznego. Z czasem pojawią się zdjęcia. Proszę o zaglądanie ;)

Pewnie niektórzy dociekają dlaczego co to za dziwny wystrój mojej strony, ale jak inaczej mogę oddać piękno sezonu wiśni, który trwa tylko 2 tygodnie.

Poniżej drapieżne autko w połączeniu ze spokojem sakury (sakura z jap. wiśnia) oraz Przemek z Saori.

* Jestem w domu Japonio - słowo 'tadaima' należy powiedzieć (lub krzyknąć od samego wejścia) kiedy wraca się do domu. Bardziej adekwatnym tłumaczeniem na polski będzie 'Jestem'. Używa się go codziennie.

Japan
Poland