Wpisy z tagiem: mamemaki

niedziela, 05 lutego 2012
Święto rzucania się fasolką

Czyli Setsubun (setsu - sezon, bun - część). Jest to ostatni dzień zimy wg tradycyjnego japońskiego kalendarza. Ostatni... No nie wiem, jak na moje oko to tyłki nam tu jeszcze zmarzną. Trzymając się wyjaśnień, setsubun rozpoczyna sezon wiosenny. Sucha fasolka to znak szczęścia i rzucanie nią ma przynieść go jeszcze więcej, a odgonić nieszczęście. Zwyczaj każe co by pójść do świątyni i pozwolić się być obsypanym przez mnichów, dodatkowo łapiąc ziarenka, które potem należy skonsumować. Sam zwyczaj rzucania nazywa się mamemaki. Dla bardziej leniwych, zapracowanych i zapominalskich mame (fasolkę) można najzwyczajniej kupić w sklepie w specjalnym opakowaniu. Biznes musi się kręcić. A żeby kręcił się jeszcze bardziej na takie sypanie zapraszam się idoli japońskiej muzyki, aktorów i popularne osoby, które rzucą dwa razy w publikę, pomachają, pouśmiechają się do aparatów, komórek i kamer. Ich 'występ' trwa 5 minut, świątynię nawiedzają tysiące (nie przesadzam), jedzenia nie nadąża się sprzedawać. Tradycja podtrzymana. I wilk syty i owca cała.

W domu należy wciągnąć co najmniej tyle ziarenek, ile mamy lat. Co więcej, takim suchym szczęściem można sobie podsypać dom, jego wejście, mieszkanie, co tam się chce. Pomyślałam... no chyba kogoś pogięło. I potem jeszcze może mam ją zbierać i zjeść. A jednak! Widziałam na własne oczy człeka obsypujące wejście do swojego sklepu. Mam nadzieję, że nie zamierzał jej potem konsumować.

Ja ilość odpowiednią swojemu wiekowi zjadłam, a nawet więcej, więcej, więcej... tak, że obiad miał problemy ze znalezieniem miejsca.

Przy całym tym zapychaniu się suchą bobowatą ważną rolę odgrywa wielka przystawa - ehoumaki. Jest to długie sushi-maki z siedmioma składnikami. Wieść głosi, że nie ma znaczenia jakimi, o ile trzymamy się szczęśliwej liczy siedem. Kojarzy mi się to z Wigilią, gdzie liczy się skrupulatnie 12 potraw, a jak czegoś nagle brakuje to przecież można policzyć ciasto, a jakby było za dużo to ciasto na przystawkę. Ehoumaki pochodzi z rejonu Kansai (Osaka, Kyoto), ale teraz jest popularna wszędzie. Biznes w końcu.

Bardzo ważne, żeby nie pociąć go na kawałki, bo co potem zrobić z takim pociętym szczęściem?

Ów giganta zjada się w kompletnej ciszy z głową skierowaną w stronę szczęścia. Strona ta zmienia się co roku i tym razem był to nieco mniej dziki zachód, mianowicie NNNW (północny, północny, północny zachód). Jak dla mnie zerkając w stronę produkcji najlepszej sake i ryżu - Niigata. Niewątpliwie strona szczęścia.

A na dokładkę dnia mocnego wrażeń udon z jajkiem, szczypiorem i shichimi tougarashi.

Japan
Poland