Zdjęcia ciągle nieodzyskane, ale staram się jak mogę przywrócić moją SD do życia. gdyby ktoś miał sprawdzony program do recovery to proszę o wskazówkę. Mi na razie nie udało się znaleźć dobrego.
Więc tak... królestwo Ryukyu. Okinawa. Spokojna taka była.
Na całą moją historię o Okinawie należy wziąć poprawkę na to, że liczbę godzin jakie miałam na zwiedzanie w ciągu trzech dni mogę policzyć na palcach u rąk. Jednak nocleg wśród lokalnej społeczności sprawił, że mogłam dopytać się o wszystko to, co przykuwało moją uwagę, a pozostawało bez wyjaśnienia.
Pierwsze od czego wzroku nie mogłam oderwać to dwu-wagonowa monorail. Zapomniałam, że mogę zrobić jej zdjęcia, ale nie o kolejkę mi chodziło. Kolejka jak kolejka. Chodzi o fakt tych dwóch wagonów, o to, że na Okinawie nie ma takiej sieci pociągów jak w Tokyo, że Naha ma tą jedną linię. Chodzi o to, że zdecydowana większość dziewczynek, które wsiadały do pociągu miały identyczne fryzury. Włosy do ramion z grzywką idealnie zakrywającą całe czoło. Japonia jest tak rozciągnięta, że ludzie na północy różną się wyglądem od tych z południa. Mają inne rysy twarzy i nieco inną budowę ciała. Nie mogłam też przestać patrzeć się w niebo, bo idąc rano na konferencję widziałam je. Wydawało mi się, że nagle wszystko się zmniejszyło, rozluźniło, a ja co chwilę odwracałam głowę, coby mnie jakiś rower nie przejechał. I wiecie co? Żaden nie jechał! Pewnie szliśmy nieco po godzinach szczytu, ale w Tokyo można tak się poczuć chyba tylko o 3 rano, kiedy niedobitki-imprezowicze czekają na pierwszy pociąg, a ludzie, którzy pracują jeszcze śpią. Miałam, też wrażenie że Naha się rozsypuje. Zostałam też już odpowiednio za to skarcona, że przecież nie. Problem w tym, że zamiast przed siebie to patrzę się wszędzie dookoła i naprawdę wiele budynków ma tak zadbane piętro, że jedyne kto tam może mieszkać to zombie, o ile nie zarwie się pod nim podłoga. Sądzę, że taki stan rzeczy spowodowany może być również solą w powietrzu, która nie ma zbawiennego wpływu na architekturę oraz tsunami, które są tu popularne, czy też porą deszczową. Wszystko to przeplata się z gorącym klimatem i pewnie zdecydowanie mniejszymi nakładami finansowymi niż na Tokyo.
Okinawie patronuje Shisa, zwierzątko mitologiczne, które wygląda jak skrzyżowanie psa z lwem. Shisa jest wszędzie i to ze zdwojoną mocą. Kiedyś umieszczało się jedno Shisa na dachu, ale odkąd są domy z betonu i inna architektura powstały dwa bliźniacze. Różnią się tylko tym, że jestem ma otwartą a drugi zamkniętą paszczę. Tez zamkniętą ma zapobiegać złym duchom, nie wpuszczając ich do środka domostwa, a z ten z otwartą zasysa dobrą energię. Fajnie, że energia wie do której paszczy zmierzać. Shisa jest dosłownie wszędzie, przy drzwiach sklepów, na bramach, dachach w restauracjach i oczywiście na sklepowych półkach i można oczywiście zostawić fortunę lokalnej społeczności.
