Wpisy z tagiem: Japonia

niedziela, 11 marca 2012
Trzęsienie kontrolowane

Czekałam na pociąg myśląc, że to właśnie dziś. Minął rok. I to jeden z tych niewielu momentów w życiu, kiedy jestem w stanie szczegółowo opisać co robiłam dokładnie rok temu, bo odpowiadałam na to pytanie już niezliczoną ilość razy. Wraz z zapowiedzią nadjeżdżającego pociągu:

- Pociąg zostanie zatrzymany o godzinie 14:46 z powodu minionego trzęsienie ziemi.

Dookoła mnie w sekundzie urosło napięcie i szmery. Oto przykład jak NIE należy informować. Chyba zorientowano się, że poprawka była potrzeba, bo kilka chwil później

- Pociąg ustanie na minutę w celu uczczenia pamięci po trzęsieniu, które nawiedziło Tohoku rok temu.

Jak zapowiadano tak się stało, choć miałam wrażenie, że absolutnie na żadnej osobie w wagonie nie zrobiło to wrażenia. Byłam jedyna, która odłożyła książkę, a reszta niewzruszenie kontynuowała swoje 'zajęcia'. Tylko jedna pani w oddali spojrzała się na zegarek. Podobno wszystkie pociągi w Tokyo stanęły o tej godzinie. I podobno nie wszędzie podano przyczynę.

Kilka dni temu w moje posiadanie wpadła książka, która niemal wołała mnie z wystawy. Jak mogłam odmówić książce? Album opisujący rok z życia Japonii po trzęsieniu.

Album ma oczywiście masę zdjęć minuty po głównych wstrząsach, destrukcyjnego tsunami oraz tzw przed i po. Opisuje również cały rok z życia kraju kwitnącej wiśni (na razie to śliwek co najwyżej). Miesiąc po miesiącu, dzień po dniu. Gdzieś tam znalazł się nawet Steve Jobs, choć znaleźć się pewnie by nie chciał, jakby mógł.

Dużo by mówić, pisać, opowiadać. Dlatego na podsumowanie jedynie kilka zdjęć.

 

Ganbare Nihon! - Walcz Japonio!

 

Natura potrafi wyrządzić szkody takiej samej skali co człowiek.

 

TEPCO - Tokyo Electric Power Company

 

Akane Ito

 

Yuko Sugimoto
(FRANCE OUT JAPAN OUT RESTRICTED TO EDITORIAL USE AFP PHOTO / YOMIURI SHIMBNUN (L) AFP PHOTO / Toru YAMANAKA (R) (Photo credit should read TORU YAMANAKA/AFP/Getty Images) 2012 AFP)

Dla wszystkich żądnych więcej polecam Huff Post lub ABC News.

czwartek, 26 stycznia 2012
Tokyo...

Mimo ogromu ludzi tłoczących się wszędzie i o każdej porze są chwile, kiedy można poczuć się totalnie wyobcowanym i przygniecionym przez betonowe konstrukcje.

Pędząc autostradą, oddzieloną dźwiękowymi ekranami, przez zabudowę tej metropolii przypomina mi się często moment z Matrix'a, kiedy Neo wylądował w mieście maszyn, a tam ani żywej duszy wokół niego.

Gdy się z niej zjeżdża w głąb pojawiają się tłumy. Sklepy, restauracje, biura, miejsce recyclingu papieru...

A gdy się ściemnia, gra świat nigdy nie śpiącego miasta, którą naprawdę ciężko uchwycić w biegu, może zachwycić. Trzeba tylko o niej pomyśleć i podnieść nieco głowę znad chodnika.

A jak już się głowę podniesie, można nawet znaleźć trochę miłości. Tak po prostu, na ulicy.

Tagi: Japonia Tokyo
06:36, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Wycieczka po Tokio

UPDATE: Podaję linki do filmików, które niestety chcą się otworzyć.

Dziś sponsorowana wycieczka po Tokio i choć ich jazda jest nieco szalona i pewnie Japończycy pukali się w głowę w trakcie nagrywania tego filmu, to watro go obejrzeć. Daje ciekawy obraz kawałka miasta (Shibuya zwłaszcza) nocą.

http://vimeo.com/32287345

A ten z kolei naprawdę świetnie oddaje to, jak bardzo jest się mrówką w tej metropolii i jak bardzo można czuć się samotnym dokładając do tego równania jeszcze nieśmiałość Japończyków.

http://vimeo.com/973337

Alone in Tokyo HD from Philip Bloom on Vimeo.

 

Jednak muzyka mówi poza językiem.

Tagi: Japonia Tokyo
04:40, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 października 2011
Poranna ryba

Zazwyczaj wychodzę na uczelnię o 9. Rano oczywiście... Ok w nocy też, ale to jak zjem obiad. Ponieważ to rzut kimonem, więc mogę sobie na to pozwolić. W ten sposób unikam porannych samochodów przejeżdżających na  czerwonym świetle, szalonych rowerzystów po każdej stronie chodnika, czy dzieci z wielkimi torbami na każdym rogu. Dziś jednak przytłoczona bezsennością i porannym spotkaniem tygodniowym wyszłam w okolicach 7:40. Zapomniałam już jak to jest mieszkać w japońskim domu, ale poranne zapachy przywołały sentymenty. Słońce jeszcze takie blade i zaspane, powoli wylewający się z domów ludzie i ta przyjemna woń smażonej ryby. Oh. Taką właśnie bym sobie zjadła.

Nawiązując do życia codziennego Japończyków to sezon na Halloween uważam za otwarty. Pewnie trwa już kilka tygodni, ale z moim zapałem do centrów handlowych i robienia zakupów zauważyłam to w niedzielę, kiedy zostałam przymuszona do bycia w takim centrum przez kilka godzin. Ozdoby, dynie, czy czapki czarownic to nic nowego. Wujek Google z pewnością pokaże lepsze zdjęcia niż ja bym zrobiła. To co jednak przyciągnęło mój wzrok to lokalna piekarnia, której chlebowe wynalazki wygrały ze wszystkim innym co mijałam.

I idealnie zapakowane kawałki ciastek, chlebowych słodyczy.
Ktoś reflektuje na podarki Halloween'owe?

A poniżej jeszcze fontanna w Sunshine City w Ikebukuro. Tak sobie, o, na kilka pięter strzela.

wtorek, 27 września 2011
Tokyo w zwolnionym tempie
Tagi: Japonia Tokyo
15:46, 0meredith
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 marca 2011
Japońska ułańska fantazja

Wypruta literacko. Tak czułam się przez ten weekend. Kilkanaście dni codziennych postów, odpisywania na maile, smsy, rozmowy przez Skypa i telefon. Gorący okres wreszcie dobiegł końca, musiałam złapać trochę powietrza. Dosłownie i w przenośni, bo jeśli nie pracowałam przed komputerem to byłam zamykana w domowym ognisku mojej japońskiej rodziny w celach bezpieczeństwa, bez otwierania okien i podobnych luksusów.

Mimo, że mieszkam po drugiej stronie Tokyo i nasza woda w kranach płynie prosto z rzek spod góry Fuji ludzie woleli dmuchać na zimne i ciągle ciężko jest o butelkę wody w sklepie. Mleko też wydaje się być problematycznie w naszej mieścienie, ale do zrealizowania. Reszta produktów magicznie powróciła na półki. W ramach podsumowania polecam galerię 'In Focus with Alan Taylor'. Żadne słowa nie są tu na miejscu.

W minioną sobotę natomiast moja Aogaku, i wiele innych uczelni w Tokyo, miały ceremonie zakończenia roku i co się z tym wiąże imprezy pożegnalne. Można sobie wyobrazić jaki kac gigant spowił młodą generację stolicy w niedzielę rano. Sądzę, że tamtego ranka nikt nie zastanawiał się nad poziomem radioaktywności wody w kranach, tylko 'brał co dawali'. Do naszej imprezy dołączył kolega, który kilka dni przed trzęsieniem przeniósł się do Sendai (jednego z bardziej dotkniętych miast), by tam kontynuować swoją edukację. Prowadziliśmy gromką dyskusję na temat tego, jak inne prefektury teraz oszczędzają prąd, by pomóc północnym terenom. On stwierdził, że nie jest do końca przekonany, czy taka akcja miałaby rację bytu w USA, bo ma wrażenie, że tam każdy myśli o sobie. Trzeba przyznać, że tutaj widać tę pomoc na każdym kroku. Nawet nasza stołówka funkcjonuje tylko w godzinach słonecznych, nie korzystając ze sztucznych źródeł światła. W sklepach pali się co druga, czy trzecia (albo jeszcze mniej) żarówka. Zaczęłam się zastanawiać jakby to sprawdziło się w Polsce. Gdyby tak pewnego chłodnego dnia w połowie Warszawy wyłączać ludziom prąd i oznajmić, że potrwa to przez miesiąc trzy godziny dziennie w celu pomocy obszarom po powodzi na południ, na przykład. Nie potrafię przewidzieć reakcji ludzi. Naturalnie spytałam się też o promieniowanie, bardziej pod kątem: czy dostają jakieś lekarstwo, jakieś komunikaty, jak on dba o siebie. Na co uśmiechnął się i rzekł: "Nie bardzo wiem jaki jest poziom promieniowania w Sendai. Chyba wszystko w porządku, ja funkcjonuję jakby nigdy nic." Rozsądek, japoński duch bushido czy ułańska fantazja? Widać moje 'luz, blues, orzeszki' jest też na miejscu. Jeśli ludzie tak blisko reaktora nie panikują, to dlaczego mam ja, tyleż kilometrów na południe. Znaleziono radioaktywny szpinak i mleko, rząd zabronił sprzedawania owych produktów z tamtym terenów, przyczyną czego na imprezie odmówiono nam jednej potrawy ze szpinakiem, bo nam się zapomniało. Jednym słowem dostawy wstrzymano. Mam wrażenie, że w naszym ojczystym kraju ludzie popukali by się w głowę, a programy telewizyjne miałyby żniwo z serii 'Jak nam się teraz ciężko żyje'.  Płacz i zgrzytanie zębów. To jedem z powodów, dla którego jestem w chwili obecniej tu, a nie nigdzie indziej, oraz dla którego nie wyjechałam: jest nam ciężko, nie narzekamy, jest tragicznie, ale przecież będzie lepiej. Podtrzymuję moją opnię, że najwięcej zamieszania robią teraz zagraniczne media i obcokrajowcy. Oczywiście Japończycy to nie maszyny i nie każdy znosi taką presję. Przecież właśnie w tym kraju mlekiem i wiśnią płynącym odnotowuje się najwięcej samobójstw. Jeśli się mylę, proszę o poprawkę. Niemniej jednak abstrahując od wszystkich konkluzji wróciłam do domu o 5:30 na ranem po zaliczeniu dwóch barów i dwóch miejsc karaoke (za każdym razem z pomniejszającą się ilością uczestników), pełna energii i nowych, fascynujących opowieści, którymi nie mogę się podzielić. Nowy dzień oznacza powrót do rzeczywistości i nawet znaczące uśmieszki nie są już dozwolone. Impreza jest przeszłością i wszystkie wybryki też. Co kraj, to obyczaj.

sobota, 19 marca 2011
Japonia w telegraficznym skrócie

W ramach Show Me Japan Vol.1 Issue 18 zamieszczam kilka zdjęć zrobionych w minionym miesiącu. Proszę na chwilę przestać myśleć o tragediach oraz zajrzeć na inne blogi promujące w ten weekend piękno Japonii.

 

 

Hasło 'Tokyo loves you' wita przlatujących na lotnisko Narita.

 

Pies. Król i władca japońskich domostw.

 

Chwila wytchnienia...

 

Częsty widok oszklonej kuchni,...

 

...gdzie powstają ręcznie robione ciasta.

 

5 minut po czasie...

czwartek, 17 marca 2011
Fukushima - szczęśliwa wyspa

Od rana wiele historii. Rodzin, których członkowie się odnaleźli, przyjaciół, którzy się szukają, ludzi, którzy stracili dobytek życia i bliskie im osoby. Tym tętni teraz poranna Japonia. Wieczorem pojawiają się powtórki kabaretów i zabawnych programów, ale boczne paski z informacjami nie znikają. Można nawet powiedzieć, że to takie wynagrodzenie za brak prądu, bo zapominamy na długi czas o świecie zewnętrznym śmiejąc się do rozpuku. Proszę mnie nie potępiać, ale nie potrafię się ciągle martwić. Chwile radości są bardzo ważne w tym ciążkim okresie.

A skoro już przy telewizji jesteśmy, to nie każdy pewnie zdaje sobie sprawę jak bardzo różni się ona od każdej innej telewizji na świecie. Poza tysiącem kolorów, piosenek, dziwnych dzięków i unikalnych programów uwielbiam analizy problemów. Schematy, rysunki, prezentacje multimedialne. Wyjaśnień obrazkowych po prostu nie sposób nie przyswoić. Poniżej przykład z dzisiejszego ranka.

Fizyczne miniaturki reaktorów poustawiane w studio a pon nimi tablice z wyjaśnieniem, co któremu się stało. Wszyscy już to wiemy, więc nie będę się rozwodzić.

W odpowiedzi na pytanie z komentarza, o zdjęcie poniżej (źródło: TotallyCoolPix) wyjaśniam znaczenie napisów.

Górny (czyli niejako po lewej stronie od śmigłowca) oznacza wodę pitną (czyt. shokuryousui), a dolny koce (moufu) potrzebne w liczbie tysiąca sztuk.

W języku japoński istnieje kilka alfabetów. Jednym z nich są kanji, czyli znaki zapożyczone z chińskiego. Każdy ze znaków ma kilka czytań, może znaczyć coś sam w sobie, ale w połączeniu może nieco zmienić swoje znaczenie. (Nie studiuję języka japońskiego, więc proszę mi wybaczyć pobieżność.) Stąd, każde imię czy nazwa może mieć swoje znaczenie. Na przykład Fukushima paradoksalnie oznacza 'szczęśliwą wyspę', wyspę mająca sprzyjający los.

Pierwszy znak czytany tutaj 'fuku' dosłownie oznacza szczęście, a 'shima' wyspę.

 

Sendai jednak nie daje się przetłumaczyć w żaden sensowny sposób. Pierwszy znak czytany 'sen' oznacza czarodzieja lub pustelnika, a drugi 'dai' jest po prostu klasyfikatorem przy liczeniu dużych maszyn czy pojazdów lub może oznaczać stół, taki jak w kuchni, na którym się przyrządza potrawy. Jeśli ktoś chce bardziej zgłębić moją wypowiedź proszę o komentarz.

Napromieniowane Tokyo

Wczoraj jednak nie wróciłam do domu. Zostałam na kilka kolejnych dni u mojej japońskiej rodziny. Spędzamy czas w jednym, głównym pokoju, żeby oszczędzać energię, uczymy się, oglądamy filmy, gramy itp. Raz dziennie odcinają nam prąd na 3 godziny, ale to przecież nie koniec świata. Spieszę się właśnie z tym postem bo zostało mi 45 minut. Codziennie godziny są inne, podawane w internecie z wyprzedzeniem kilku dni, a codziennie rano przypominane w telewizji. Dziś w porannym programie była mowa o napromieniowaniu stolicy kraju kwitnącej (obecnie) śliwki.

Jak widać na złączonym obrazku można popaść w panikę jeśli się nie rozumie, ale promieniowanie w Tokyo NIE JEST GROŹNE. Moja rodzina w Polsce odpiera codzienne (mało powiedziane - co godzinne) ataki telefoniczne nakazujące mi wrócić do domu. Sami przejęli mój stoicki spokój i nie martwią się. Jak zrobi się jakoś groźnie, obiecuję, że wyjadę na południe. Proszę o zaufanie mojemu zdrowemu rozsądkowi. Postaram się też codziennie przez jakiś czas wrzucać uaktualnienie na blog, żeby było wiadomo, że żadna cegła na głowę mi nie spadła. (A jak spadnie to będzie o czym pisać.) Do obrazka wracając, pokazuje poziom napromieniowania w poszczególnych prefekturach. I tak na przykład w Tokyo, Shinjuku jest 0.143 micro Sv, co wcale nie ozacza wysokiego poziomu, ponieważ jak wyjaśnił mi mój profesor jest to prawie identyczna wartość jaka w Tokyo jest na codzień. Wielki X to oczywiście Fukushima. Jestem ciągle w bezpieczniej strefiee. A tak w ogóle zostałam przechwycona, bo mój spokój niepokoi innych. Stąd wczoraj, gdy wychodziłam na chwilę zostałam zamaskowana w celach bezpieczeńtwa.

Doprawdy nie wiem, jak Japończycy mogą wytrzymać w nich cały dzień, oddychać się nie da. Jak udowodniono jednak na przestrzeni wieków z mamami się nie dyskutuje, niezależnie czy to mama polska, czy japońska.

Wczoraj do obiadu, zasiadła cała nasza grupa pod silnym wezwaniem: rodzina w składzie 5 osób, babcia, przybłąkana Polka oraz Sakura pod stołem. Wcinaliśmy giozę (takie japońskie pierożki z mięsem, krewetkami i kapustą, które przywędrowały tu z Chin) zagryzając ryżem i przysawkami. Jak widać nie przymieramy głodem.

wtorek, 15 marca 2011
Zamiatanie po trzęsnieniu

Może to nietypowe miejsce na zamiatanie, ale skoro się trzęsło, to coś się posypało. A skoro już sprawdzono, czy to posypane niczemu nie zagraża to trzeba posprzątać.

Tak wyglądało wczoraj zamiatanie dachu mojej uczelni, która ciągle pozostaje zamknięta dla przypadkowych gości i jedynie boczne wejście funkcjonuje.

A przy okazji, dziś miałam jedyną okazję zobaczyć sklep całodobowy zamykany o 9 rano w oczekiwaniu na przerwę w dostawie prądu. Jeśli to ma rzeczywiście potrwać tyle ile planują to chyba flagi z informacją '24h' powinny zjechać z masztów.

 
1 , 2
Japan
Poland