Wpisy z tagiem: Fuchinobe

piątek, 07 października 2011
Fuchinobe - spokojnie aktywna wioska cz.2

W religii shinto czerwona brama (torii) oznacza świątynię. Umieszczana jest często na drodze do kolejnej świątyni, czasem nawet buddyjskiej. Tradycyjne torii było drewniane lub kamienne, dziś można spotkać wykonane z różnych materiałów, wielkie i małe.

Tak maleńkiego jednak jak to jeszcze nie widziałam. I nie bardzo domyślam się dlaczego stoi w tym miejscu.

Po drodze cienki dom, w którym mieści się 'restauracja' ramen i pewnie mieszkanie na piętrze.

Kolejny, niewielki park zapełniony rodzinami z dziećmi.
Dzieci łapią motyle, albo po prostu robactwo.

Inne biegają niezmordowanie po drewnianym pociągu.

A jeszcze inne bawią się w piratów.

Pod koniec mojej wyprawy zauważyłam starszego pana, który ćwiczył grę na saksofonie.

Na zakończenie zafundowałam sobie zielone mochi z anko (słodką fasolką) w środku. Zielony kolor zawdzięcza liściom yomogi, a nazywa się kusamochi, czyli dosłownie trawiaste mochi. Obsypane kinako, którego smak przybliżałam w innym poście.

Tagi: Fuchinobe
10:23, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 października 2011
Fuchinobe - spokojnie aktywna wioska cz.1

Ręce pełne pracy a jedyne co mam w głowie to spadająca złotówka, która utrzymuje mój bilet do kraju w nieco niższej niż kosmiczna cenie. To dopiero na Święta, ale lada dzień zostanę jego właścicielką.

W jedną z minionych niedziel wybrałam się rowerem zwiedzić swoją okolicę. Nie to, żebym miała tu jakieś świątynie czy zabytki, ale codzienne życie innych ludzi też bywa ciekawe. I tak sobie wymyśliłam, że zasypię wam porcją zdjęć.

Moja wioska, jak nazywam pieszczotliwie Fuchinobe, bo ciężko tak go nie nazwać po przeprowadzeniu się z Tokyo, wydawała mi się zawsze bardzo spokojna. I jest. Ale okazało się, że dookoła nieświadomej mnie całkiem sporo się dzieje. Oprócz oczywiście pijanych studentów w weekendy czy środowych imprez mojego sąsiada z dołu, który dokłada swoją cegiełkę do mojej bezsenności. Na wycieczkę skusiły mnie ostatnie ciepłe promyki słońca, które lada moment zmienią się w chłód. Znalazłam na mapie park i postanowiłam go odnaleźć. Droga była zawiła, nie zawsze bezpieczna, czasem wyboista, a na koniec fiasko. Mój park okazał się być polem golfowym. Tak dobrze zresztą zakamuflowanym, że nie dało się nic podejrzeć, oprócz skąpych kawałków idealnie wystrzyżonej trawy. Po drodze urzekł mnie mini rowerek zaparkowany o nieco większy model.

A poniżej moja maszyna, z niewielką kaczuszka pod siodełkiem, która pozwala mi w przeciągu sekundy rozpoznać mój skarb pośród gąszczu identycznych, zaparkowanych pod uczelnią.

Na wejściu do jednego z parków wita nas niesprzątnięte drzewko po odwiedzinach numeru 15.

A tu jedna z rodzin japońskich spędza piknikowo niedzielne popołudnie.

Motyl zaparkował gdzieś na schodach.

A to coś... Właśnie nie wiem, ale na pewno było zamknięte.

I nie miałam pojęcia, że mamy taki stadion do baseballa tak blisko.

Co więcej. Niemal obok jest boisko do rugby.

Lokalni przechodnie podziwiają wypięte tyłki, nawet pan specjalnie po to zatrzymał samochód. Jedyny niezadowolony po prostu pokazał im swój.

A reszta jutro. Trzeba porcjować przyjemności.

Tagi: Fuchinobe
16:39, 0meredith
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 grudnia 2010
Jedną nogą w Fuchinobe

Długo mnie nie było, bo dużo się działo. Zabrakło mi czasu na spanie, o pisaniu nie wspomnę, ale wracam do świata żywych.

Zacznę od końca, powoli. Zaszła pewna zmiana. Taka, że się przeprowadzam. Opuszczam akademickie strony i przybliżam się kampusu. I to nawet bardzo. Teraz zamiast godziny (czasem nieco więcej) rowerem-pociągiem-piechotę, będę spędzała w podróży 5 minut... piechotą. Dziś pojechałam podpisać umowę. Profesor był moim zaprzysiężonym tłumaczem, cobym wszystko zrozumiała. Dzięki niemu zresztą mój czynsz jest o 4.5% niższy. Procentowo brzmi to śmiesznie, ale... mieć a nie mieć. Pan pośrednik zrobił wszystko oficjalnie. Na początku pokazał nam licencję na ten swój biznes i położył ją obok, a potem czytał punkt po punkcie, a profesor upewniał się, że wszystko rozumiem. Swoją drogą bardzo mi się ta umowa podobała, bo każdy punk był przejrzyście odseparowany od innych w mini tabelce. Z wyjaśnieniem wszystkich możliwych opcji oraz zaznaczeniem, które odnoszą się do mojego mieszkanka. W Japonii przy wynajęciu mieszkania podstawa to oczywiście czynsz (yachin), w skład którego w moim przypadku składa się czynsz podstawowy i opłata za utrzymania domu. Nie wiem o co chodzi z tą opłatą, poza tym jest znikoma i nie rozumiem dlaczego nie można jej dodać do czynszu i uznać to za jedność skoro i tak trzeba płacić. Ale japońskie prawo dyskusji nie podlega, są punkt i ludzie się ich trzymają. Tyle. Za pierwszy miesiąc mieszkania dodatkowo płaci się shikikin, który może podlegać zwrotowi i połowa z niego zostaje przeznaczona na czyszczenie mieszkania przez profesjonalną firmę po moim wyprowadzeniu się. W moim przypadku wartość jedno miesiąca, ale czasem jest to wartość dwóch. Płaci się też reikin, który zwrotowi nie podlega i też jest wartości jednego miesiąca - mnie ominął. Tyle zazwyczaj można dowiedzieć się słowem wstępu. Potem dowiadujemy się o kosztach ukrytych. Ubezpieczenie, którego nie musiałam płacić, bo moje uczelniane wystarcza, oraz zapłata firmie pośredniczej (wartość około jednego miesiąca). Podsumowując, za pierwszy miesiąc mieszkania człowiek wykłada wartość trzech miesięcy (co najmniej oczywiście). Ale taki człowiek, jak już idzie sobie podpisać umowę, dowiaduję się o kolejnym koszcie ukrytym jakim jest podłączenie gazu. Mianowicie firma dostarczająca gaz do mieszkania przyjedzie i odkręci mi kurek sprawdzając od razu instalację. Trzeba im sypnąć 10000 jenów, ale te pieniądze wracają do nas po pewnym czasie. I tak oto człowiek z gaijina staje się gaijino-tubylcem, bo mieszka już pośród tubylców. Musi mówić ich językiem, rozszyfrowywać i płacić rachunki. Do moich zadań należy też być miłym dla otoczenia, nie grać na skrzypcach, nie mieć zwierząt i uwaga (też wymienione w umowie) nie zadawać się z mafią. Miło :) Za kilka podpisów i górę kasy dostałam klucz, którego nie mam prawa kopiować i gubić. Oficjalnie wprowadzam się w sobotę do czego czasu muszę nacieszyć się moim pokoikiem w akademiku.

W następym odcinku wyjaśnię powodu mojej bezsenności, a poniżej tak zwany sneak peek kolejnego wpisu.

Tagi: Fuchinobe
09:06, 0meredith
Link Komentarze (2) »
Japan
Poland