Menu

Edith na tropie

Japonia - codzienne życie za wielkim kontynentem

Zielone śniadanie

0meredith

Od dłuższego już czasu (może rok, a może nieco dłużej) jestem ogromną fanką smoothie. Rano pomyślałam, że podzielę się z wami jednym z nich. Dzisiejszymi bohaterami były: kiwi, banan, jabłko, pietruszka, seler naciowy i komatsuna. Komatsuna jest smacznym japońskim warzywkiem, którego ogólnie nie je się na surowo. Zawiera 2.8 mg żelaza i 170 mg wapnia w 100 g.

Oczywiście jak zwykle porcja jak dla armii z odrobiną wody na dnie.

Wyszły dwie szklanki takiego zielonego mazidła.

Pycha!

Nie robię tego codziennie, bo nie zawsze chce mi się myć z rana tyle garów, ale powiedziałabym, że średnio wychodzi 5 razy w tygodniu. I nie zawsze jest takie zielone. Zdecydowanie polecam.

Pospolicie

0meredith

Czas mija, ja nic nie piszę, a blog jest ciągle otwierany. Jak dla mnie jest to w pewnym sensie fenomenalne, a nawet mobilizujące.

Siedzę w pokoju, gdzie echo lubi się nieść pomiędzy moim biurkiem, a dwama szkolnymi ławkami pod ścianą udającymi stół konferencyny. I pomimo dwóch kolejnych szafek po mojej lewicy pokój ciągle ma zadatki na pusty. Pewnie książki rołożone na ławkach, które czekają na półki muszą się już mocno niecierpliwić. Poprzez grube księgi przedmiotów i wykładowców całej uczelni, po podstawy wymiany ciepła i materiały konferencyjne. Wszystkie one czekają. Pokój jest nieco szpitalny, bo kremowy do dwóch metrów wysokości, a wyżej (będzie z metr) biały. Cał mój, a będzie go ze 20 metrów kwadratowych. Może o ilka mniej.

Codziennie wsiadam do pociągu, żeby dojechać na uczelnię. Codziennie o innej porze, choć powoli tych innych pór zaczyna mi brakować. Testuję pociąg z nowego miejsca i jak na razie 8:30 jest najelpszą godziną. Ewentualnie 6 rano. Około 9:00 tłok rośnie by o 9:30 znów uderzyć kolejne szczyty. Linia Sobu jest zawsze zatłoczna. Kwestia tego jak bardzo. Przy dobrych wiatrach, gdzieś na początku składu czeka na mnie jakieś miejsce, więc mogę poczytać książkę na siedząco. Niestety jest też dość 'popularna' jeśli o rzucanie palenia chodzi. Takie rzucanie na zawsze. Toteż często są komunikaty o upadku pasażera, wypadku z udziałem człowieka itp, które na jakiś czas spowalniają ją.

Tydzień temu odwiedziłam Osakę. Nie mogło się obejść bez okonomiyaki.

Był też zamek, zakupy... Ale zdjęć? Tyle co widać. I do tego komórką. Czasem dobrze jest się skupić na cieszeniu się tym co nas otacza, a nie upamiętnianiem tego. Choć tego gościa musiałam upamiętnić...

W drodze do centrum z lotniska został chyba ofotografowany ze wszystkich możliwych kątów, aż doszłam do wniosku, że może jest w nim coś specjalnego. W końcu na stacji końcowej czekały prawdziwe tłumy.

Czeluście tokijskiego metra

0meredith

Kiedyś już wspominałam, że pociągowa komunikacja miejska w Tokyo jest dość skomplikowana. Mamy metro i kilka innych linii, które tworzą naprawdę niezłą sieć komunikacyjną, która zabierze nas absolutnie (prawie) wszędzie.

Wczoraj jadąc metrem zaczęłam się zastanawiać po raz kolejny jak wyglądają te tunele pod ziemią tworzące jakby odrębne miasto. I ku mojej uciesze udało mi się chwycić byka za rogi. Na początek kilka faktów.

Metro zaczęto budować w 1925 roku, a dwa lata później oddano do użytku pierwszy odcinek między Asakusą i Ueno. Podziemne węże liczą sobie 9 linii, a 13 jeśli dodamy do tego jednego operatora kolejki podziemnej jakim jest Toei.

(Po kliknięciu na obrazek przeniesiecie się na oryginalną mapę ze strony metra tokijskiego)

Mówi się, że jest to najbardziej zatłoczone i zapracowane metro na świecie, bo wg szacunków dziennie przemieszcza się nim około 8.7 milionów pasażerów (mówię tylko o metrze, linie JR wożą dziennie 17 milinów pasażerów, a najbardziej zatłoczony pociąg ich linii 3000 na raz). Ciągnie się przez blisko 300 km i zatrzymuje na około 300 stacjach. Jest jednak kilka stacji, które owiane są tajemnicą, a jedną z nich jest Kokkai-gijidoumae położona koło budynku japońskiego parlamentu. Na stacji zatrzymują się dwie linie, Marunouchi i Chiyoda. Peron tej druga właśnie wkopany jest 38 metrów pod ziemią, co czyni go najniżej położonym w metrze (niektóre stacje Toei położone są nawet niżej). Plotka głosi, że na tej właśnie stacji znajdują się sekretne drzwi, którymi można dojść do piwnicy jednego z budynków parlamentu, a parlamentarzyści mają sekretne linie. Jakby tego było mało, stare niebiesko-kalkowe plany linii Chiyoda pokazują jeszcze jeden poziom nawet głębiej, w który to ma znajdować się sekretny pociąg. Takim pociągiem w razie katastrofy parlamentarzyście bądą mogli wydostać się bezpośrednio poza miasto.

 

Tegoroczna kampania "Jak zachowywać się w metrze". Więcej na oficjalnej stronie.

 

Starsza kampania. Więcej obrazków tutaj.

 

A teraz mój byk.
W 2009 Takatsugu Kuriyama z Uniwersytetu Tokijskiego stworzył makietę tokijskiego metra. Model ma 80x80 cm, więc wszystkie lunaparkowe spady jakie zobaczycie trzeba odpowiedno rozciągnąć na gigantyczną powierzchnię rzeczywistą. Model ukazuje kilka linii więcej niż tylko metro.

 

I nieco dłuższe wideo z opowieścią autora makiety.

Sylabusowy horror

0meredith

Siedzę i piszę. Kasuję i przepisuję. Szukam i poprawiam.

Dwa dni temu miałam nigdzie nie wychodzić. Padał deszcz. Ale nie tak po prostu padał. Lało jak z cebra! Jakby już tsuyu pukało pokątnie. Skoro nigdzie mnie nie wzywają to dlaczego by nie spędzić dnia w przytulnym mieszkanku? Ale coś mi mówiło, żeby sprawdzić skrzynkę pocztową, która jest całe osiem pięter w dół i do tego zaraz za drzwiami, koło windy dmucha zimny wiatr. Jednak to uczucie, że jednak powinnam, nie dawał mi spokoju. Racja była po mojej stronie. Pięknie zapakowany list z uczelni. A w nim... "Prosimy napisać sylabusy".

Nowa uczelnia, nowe obowiązki. Tylko dlatego dopiero teraz i dlaczego już także na semestr zimowy? Ba, sylabusy wykładów, których wcześniej nie prowadziłam. Termin oczywiście od niedzieli (nawet tygodnia nie dostałam). Namnożyło się tego do 5, więc siedzę i wymyślam. Wymyślam czego ich nauczę, czego oni się nauczą, jak będę oceniała, jaki procent oceny stanową różne takie perypetie jak obecność czy raporty itp. Co ciekawie odkryłam coś ciekawe: "reaction paper". Okazało się to być niestety zwykłą zejściówką, której nie będę u siebie propagowała. Liczyłam na coś bardziej wyrachowanego.

Siedzę tak i piszę, gdy temperatura za oknem spadła dziś do 0 stopni. I chyba czas się pojaponizować nieco... wanna mnie woła.

Podrót do korzeni

0meredith

Czy ja w końcu zacznę coś pisać? 

Odpowiadam: Nie wiem.

Potrzebuję chyba przerwy, poukładania i zastanowienia się. Chciałabym napisać coś swojego, książkę, nie blog. Chciałabym zebrać myśli i wrzucić w jedną wersję, ale chyba pisarką nie jestem. Na pewno za to jestem nieco naukowcem i muszę się teraz skupić na studentach, których poznam od kwietnia, a którym będzie trzeba przekazać jakąś rozsądną widzę na wykładach.

W miniony weekend byłam w Kyoto. Wszystkie świątyni poszły w odstaw, bo raz je widziałam i nie potrzebowałam znów stać w kolejkach. Potrzebowałam lasu, świeżego powietrza i zieleni.

Postanowiłam odwiedzić tyko dwa zaludnione miejsca. Jednym z nich była Kiyomizu-dera (Świątynia Czystej Wody), która jest moją ulubioną w Kyoto, bo roztacza się z niej piękny widok. Na początku marca niekoniecznie musi jednak być piękny, kiedy otaczające świątynie 'lasy' wiśni są niczym więcej jak kikutami gałęzi bez kwiatów i liści. Jednak nie te wiśnie w niej lubię, a wolność która panuje dookoła. Lubię to uczucie, gdy stoi się nad otwartą przestrzenią po wyczołganiu się z rzeki ludzi i wąskich uliczek zabytkowego miasta.

W drodze powrotnej nawet jakieś dwie maiko udało się uchwycić w obiektywie.

A potem była już tylko góra Kurma (oczywiście byli tam jacyś ludzie, ale bez porównania z miastem)

Sanzenin w Oohara

...a potem już tylko las i ja.

© Edith na tropie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci