Menu

Edith na tropie

Japonia - codzienne życie za wielkim kontynentem

Trzęsienia ziemi, trzęsienia umysłu

0meredith

Nasza dzielnia zainstalowała nowy system ostrzegania przed trzęsieniami ziemi. Prawie jak gra! "Uwaga! Trzęsienie ziemi o skali 3.8 za 4, 3, 2, 1". Poszło. Taki system istnieje dawno, tylko nieco inaczej funkcjonuje. Mój telefon pełni tę funkcję wibrując i pikając krzyczy "Trzęsienie" jak opętany. Jeśli epicentrum jest dość daleko mamy kilka sekund przewagi. Niby tylko kilka sekund, ale jeśli miałoby się okazać, że idzie coś potężnego te kilka sekund może uratować życie. Można wskoczyć pod stół, otworzyć okno, drzwi (mogą się zablokować podczas trzęsienia). Ale oczywiście cywilizacja poszła o krok dalej i teraz to samo słyszę z głośników za oknem. Dobrze, że komunikaty zdarzają się bardzo rzadko, inaczej zgłosiłabym sprzeciw za zakłócanie ciszy. Czasem zdarza się jednak trzęsienie mniej fizyczne, ale bardziej emocjonalno-psychiczne, kiedy zdumiewam się, że muszę wydrukować na kartce dane składające się z dwóch słów i numerka, a potem (na szczęście nie osobiście) zanieść do finansówki (w XXI wieku, w trzeciej gospodarce świata) zamiast po prostu wysłać je mailem czy podać przez telefon. Nie wspomnę już, że do rozliczania się używam kleju, wklejając rachunki na odpowiednie druki. Powinien istnieć system, gdzie wszystko wstukuje się do komputera, z listy mogę wybrać kody, z niekończącej się listy kategorii, a potem dostarczyłabym tylko oryginały rachunków. W tym kraju faks chyba też nigdy nie umrze.

Ze spraw jeszcze bardziej przyziemnych dziś przeżyłam szok widząc dziewczynę w łazience, która lokowała sobie włosy. Ze zmrużonymi oczami myjąc ręce starałam odpowiedzieć sobie na pytania: po co? Ona ma na to czas? Przyniosła to z domu? Nie mogła tego zrobić rano w domu? Idzie na randkę? I znów... i niosła ten sprzęt ze sobą?! Kilka dni temu natomiast miałam szok emocjonalny. Pewien student mijając mnie zatrzymał się i zaczął ściągać słuchawki. Też się zatrzymałam i odwróciłam, bo wyglądało na to, że chodzi mu o mnie. I tak było. Powiedział: "Profesor Edyta? To co napisałaś w książeczce dla pierwszego roku było świetne! Bardzo motywujące i tylko chciałem powiedzieć, że to mnie zainspirowało". Poza tym był z innego wydziału. Dzień stał się lepszy. Kiedy opadam z sił pracowniczych i jedyne o czym myślę to wrócić do domu, takie momenty naprawdę pomagają. Dobrze, że przychodzą falami, nieczęsto. Wtedy właśnie mają dużą wartość i mnie też motywują.

 

© Edith na tropie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci