Menu

Edith na tropie

Japonia - codzienne życie za wielkim kontynentem

I tyle po drzewkach

0meredith

Odebrałam swoją wizę do Iranu i za półtora miesiąca wsiadam opatulona w hijab w samolot i wybywam na dwutygodniowe wakacje. Podobno mają tu panować jakieś niestworzone upały w tym roku, ale nie jestem pewna czy przebiją Iran. Wiza jest nadzwyczajnie nieczytelna, bo zapisana w całości w farsi (perskim). Jedyne co potrafię odczytać to daty jej ważności. Nie martwi mnie to za specjalnie, bo tyle wystarczy mi wiedzieć przecież. Lot wykupiony, a teraz się dokształcam. Odświeżyłam filmy z przeszłości takie jak 'Persepolis' i wzięłam się za literaturę. Z tym gorzej, bo chciałam za namową H. przerobić Kapuścińskiego 'Szachinszach', ale ciężko mi go dostać za wielkim kontynentem. Czuję się trochę jakbym miała zdobyć jakiś zakazany owoc. W domowej bibliotece mimo pokaźnych zbiorów tej pozycji akurat brak (moi rodzice dzielnie znoszą moje prośby o podsyłanie książek), znajomi też nie mają, ci w Japonii również. Możemy się pochwalić, że jest biblioteka w ambasadzie polskiej w Tokyo, takie łał! Ale na tym chwalenie się kończy, bo na mój e-mail sprzed tygodnia nikt nie opowiedział, a z tego co pamiętam to była czynna tylko w środy w takich godzinach, że mogę zapomnieć o jej odwiedzeniu. Ktokolwiek płaci na to grube pieniądze to lepiej niech się nie ośmiesza, bo to nie ma sensu w takim zakresie w jakim działa. Ah... biblioteka? co ja mówię... czytelnia. Przecież nie można wypożyczać książek tylko czytać na miejscu. Liczę na to, że jestem jednak w błędzie i coś się zmieniło od ostatniego czasu.

Zdjęcie na dziś to widok przez moje gabinetowe okno na uczelni.

Chcę go wam pokazać, bo niedługo zniknie. Nie drzewa, ale okno. Nie potrafię sobie poradzić z hasłem, który się przez nie przedostaje do środka niezależnie od tego czy okno jest otwarte czy nie. Chciałam to cicho załatwić w sekretariacie, ale razem z sekretarką przydreptał dziekan, były dziekan i szef konserwacji uczelni... i jeden profesor po drodze się napatoczył. Wszyscy mocno słuchali, wytężali zmysły i przytakiwali jeden po drugim, że tak, tak. Taki ciągłe buuuuuczenie jest męczące. Rozwiązanie jest bolesne, ale jeśli ten hałas się utrzyma to zacznę szukać nowej pracy. Mianowicie zabiją okno czymś coś redukuje dźwięki. Mam nadzieję, że nie będzie jak z naprawą zamka w drzwiach. Zamek działa, ale teraz drzwi nie mieszczą się we framudze i trzeba mocno dopchnąć, żeby zamknąć. I takie rzeczy mi nie przeszkadzają. Ale tyle lat w mieście do niczego mnie nie przyzwyczaił. Ze wsi jestem i kiedyś w końcu na nią wrócę. Cieszę się i płaczę równocześnie, bo to okno jest największym plusem mojego gabinetu. No cóż, nie można mieć wszystkiego, ale można cieszyć się z tego co się ma. 

Na przykład z lokalnego targu rybnego, gdzie pana za stoiskiem można poprosić o wypatroszenie świeżej rybki na miejscu.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz

© Edith na tropie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci