Menu

Edith na tropie

Japonia - codzienne życie za wielkim kontynentem

0.5 kg na głowę

0meredith

Świat z pewnością zbliża się ku końcowi jeśli w miesięczniku motoryzacyjnym wydawanym przez Japoński Związek Samochowy jest cały artykuł poświęcony modzie męskiej na kemping. Moda na biwak... Świeże gaciory i śpiwór. Ot moda. A nie...

Fartuch do gotowania bije na głowę aboslutnie wszystko. Mam nadzieję, że nie zapomnieli o olejkach ekerycznych na komary, piance do golenia i perfumach, żeby w lesie dobrze się prezentować. Jeszcze jakiś lokalny zając się napatoczy, a trzeba trzymać 'klasę', nie ma że odpoczynek. W oczach Japonczyków muszę być prawdziwym barbarzyńcą. Kiedy wybrałam się na jednodniową wspinaczkę to wzięłam wodę i trochę mocno zgniecionego ryżu (onigiri). Brak kocyka, maty, mini butli z gazem, specjalnych podkolanówek i czapki na głowie pewnie niejednych wyprowadził z rytmu chodu. Pomyśleli, że jestem laikiem i nie wiem co robię. Mało tego pewnie za kolejnym zakrętem zobaczą mnie ponownie - pomyśleli - (bo wszystkich wyprzedzałam) zdyszaną i wycieńczoną. A jednak nie... tych co wyprzedziłam już więcej nie widziałam.

Aby otrząsnąć się z modowego szoku poszłam na lunch. Lekki, bo soba na zimno z odrobiną tempury w niskiej cenie. Tego było mi trzeba. Zapłaciłam, czekam.

- Szanowny klient numer 12... [to ja]
- Tak?
- Procja ma 500 g, czy to nie problem?
- Nie...

Pani znika w kuchni kątem oka patrząc na moje niespełna 50-kilowe ciałko w marynarce i obcisłych spodniach gdy z powrotem siadam na krześle. Wtedy dochodzą do mnie słowa... 500 g... 500... 0.5 kg... Soby na zimno? 0.5 kg makaronu na zimno?!

W sekundę później uśmiechnięty pan z kuchni wykrzykuje mój numerek i już odbieram tacę z górą klusek. Jeszcze szybka ocena miejsca. Gdzie ja w ogóle weszłam? Ah tak... żadnej innej kobiety. I chyba ta sterta żarcia przede mną mówi sama za siebie.

Wiosłuję więc pałeczkami łapczywie chwytając spojrzenia panów mojego wzrostu ze zdecydowanie większymi gabarytami, którzy odstawiają niedojedzone porcje.

Ja nie dam rady?

Teraz muszę jeść najbardziej normalnie, jakby to było coś co robię codziennie. 0.5 kg makaronu. Spokojnie kończę ostatnie kęsy i ze zwycięskim wyrazem twarzy wychodzę wolnym, ale zdecydowanym krokiem przez drzwi, aby niesporzeżenie doturlać się do stacji. Dobrze, że to zimna soba. Już w pociągu połowa strawiona i czuję się zupełnie normalnie. Z ryżem nie dałabym rady. Kto by pomyślał... takie niepozorne miejsce.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [karolina] *.static.telsat.wroc.pl

    Gratuluję wytrwałości :)

© Edith na tropie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci