Menu

Edith na tropie

Japonia - codzienne życie za wielkim kontynentem

O tym jak blisko francuskiemu do polskiego

0meredith

Za co lubię mojego profesora? Ano władca pomysłów, dzięki którym wszystko tu funkcjonuje nie widzi barier. Sam myśli pewnie, że ciągle ma 40 lat, albo nawet mniej, a ma ponad dwie dekady więcej. Nie widzi problemu w tym, żeby wyrwać mi ciężki rzeczy z ręki twierdząc, że to za duża waga i on powinien nosić graty. Nie rozumie też, dlaczego miałby mi nie dać czyjejś pracy doktorskiej po japońsku oczekując, że nawet jak nie rozumiem to domyślę się o co chodzi. A dziś przyszedł do mojego biurka z krótkim listem pytając:

- Jak dobrze mówisz po francusku?

- Wcale. Śpiewam tylko jedną piosenkę, ale domyślam się, że nie o to chodzi.

- Ale pewne znasz lepiej ode mnie

Hmm... czyżby pokrewność językową określał położeniem geograficznym? Nie jest to wcale głupi pomysł swoją drogą, bo migracje ludzi wprowadzają często dużo zamieszania. Zwłaszcza na starym kontynencie jest miejscami miszmasz językowy.

Na szczęście w dobie nieco zaawansowanej technologii jedyny czas jaki poświęciłam na tłumaczenie (zostałam wybrana na ochotnika) był wprost proporcjonalny do szybkości klepania literek na klawiaturze. Tłumaczenie nie jest i nie będzie idealne, ale przynajmniej łapie puentę, a resztę można sobie dopowiedzieć.

Dochodzi 21:00. Jeszcze może godzinkę, dwie i wyjdę do domu, żeby poćwiczyć japońskie krzaczki, bo zaniedbałam je ostatnio. Pewnie zarosły chwastem z zazdrości, że złapałam się za inny język. A może właśnie powinnam?

© Edith na tropie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci