|
Blog > Komentarze do wpisu
O kelnerze, który zwiedzał Rybnik
W Polsce raczej zdecydowana większość wie, czym jest Japonia. Nawet jakby mieli problem ze zlokalizowaniem jej na mapie to mam wrażenie, że ogólnie wiedzę jakąś tam się ma. Albo nawet, co się tam/tu je. Tymczasem kto z państwa wskaże mi na mapie Rybnik? No proszę. Pani nie, bo pani mieszka za blisko. A co jest w Rybniku? Właśnie. Bo ja wskazać umiem, ale co tam można zwiedzać, to musiałam się wujka Googla zapytać. W międzyczasie mojego zachodzenia w głowę o atrakcyjności Rybika są tacy, którzy oddali by krocie, żeby tylko pojechać do Polski, lub pojechać po raz kolejny. Na przykład pani, która uczy się naszego ojczystego języka, bo wycieczka po Polsce to było za mało. A najbardziej podobał jej się Rybnik, bo ma tam koleżankę. Wtedy jeszcze nie otwierałam Wiki. Ale otworzyłam i to bardzo szybko jak tylko wróciłam do domu po zjedzeniu bombastycznego sushi. Prowadzona od trzech pokoleń, schowana u krańca bocznej uliczki, nieznana turystom i prawie niedostępna bez rezerwacji. W tym wszystkim cena niewygórowana. Restauracja sama w sobie nie jest nadzwyczajna, ale sushi i sashimi tam podawane jest, zdecydowanie jest. Na początku kelnerzy nie uwzględnili, że ja ich mowę nieco kumam. Gdy to się jednak stało, po szeregu pytań padły znamienne słowa: - Znam kilka słów po polsku! - pan sushi-master. Nie miałam się już czym udławić, a banan sam mi się narysował na twarzy. No tak, mogłam się domyśleć co będzie umiał po wizycie w Polsce. - I znam jeszcze... Ja modlę się coby nie posypał mi jakąś mocną wiązanką... - Ale zima. Zimno jak w ch*** Pan sushi-master pozdrawia, a ja na pewno tam wrócę jak będę w okolicy, choćby po to, żeby dopytać się o ten Rybnik. niedziela, 12 lutego 2012, 0meredith
|
|