|
Blog > Komentarze do wpisu
Freeterzy w Tokyo
Jak w każdym społeczeństwie, japońskie też ma swoje problemy. Podesłany w komentarzach mojego blogu dokument jest naprawdę ciekawy i polecam obejrzenie. Pewne problemy nie dotyczą tylko Japonii, jak zapominanie o dziedzictwie kulturowym i wyzysk pracownika. Porusza problem, który chodził mi po głowie już od dłuższego czasu, ale nie wiedziałam jak to ująć w słowa. Poza tym co ja mogę powiedzieć. Jestem tu gaijinem, nie mieszkam od zawsze i naprawdę ciężko jest ocenić taki system w biegu. Czuję, że nie do końca mam prawo krytykować. Ale od początku przeraził mnie ogrom pracy młodego pokolenia. Córka mojej bliskiej znajomej nie opuściła ani jednego dnia w szkole średniej (3 lata). Ani jednego dnia! Nawet jak była chora to szła do szkoły, w sumie to chyba non stop się uczyła, ale nie udało się jej dostać na studia, bo konkurencja. W tym roku podjęła egzaminy jeszcze raz i udało się. Ale co by się stało jakby była takim przeciętym uczniem, który opuszcza zajęcia i mało się uczy? Już chyba pisałam jak wygląda szukanie pracy (rok przez ukończeniem szkoły). Nie lubię wpadać w system, dlatego w tym państwie jest czasem ciężko. Niedopasowanie się do systemu może oznaczać brak akceptacji społecznej. Można się oczywiście ze wszystkim nie zgodzić i mnie przechrzcić, ale właśnie postrzegam tak po części Tokyo, które poza technologią, ściągnęło mnie wspaniałą kulturą i wspaniałymi ludźmi, których przyszło mi poznać. Cały czas powtarzam, że nie wiem gdzie chcę mieszkać.Uważam też, praca całe życie w jednej firmie nie jest niczym złym. Większość ludzi naprawdę potrzebuje takiej stabilizacji, żeby spokojnie funkcjonować i nie podoba mi się pewna wypowiedź młodego Japończyka, który twierdzi, że przestrzeganie zasad to głupota. To jest zdecydowanie temat rzeka. To jest jego opinia, każdy może mieć inną. Całe to zamieszanie w mojej głowie bardzo mnie w pewnym sensie z tą grupą utożsamia, choć chciałabym mieć spokojny etat, ale bez szalonej pracy. A jeśli będę uwielbiała to co robię? To czemu mam nie pracować całe życie w jednym zawodzie? W niedzielę odwiedziłam moją japońską rodzinę i oglądaliśmy jakiś program w telewizji o tym, które państwo na świecie jest najsympatyczniejsze. Wybrano Japonię, Chiny, Amerykę i Sudan do oceny. Jakiś mało sprytny Japończyk szedł z pomarańczami i je 20 razy upuszczał. Na przykład w Chinach pomogła mu je zebrać tylko jedna kobieta na te 20 przypadków. E Japonii wybrano Kyoto i za każdym razem ludzie 'rzucali' się do pomocy. Wymcknął mi się komentarz, coby zrobili to samo w tokijskim metrze, a ciekawa jestem ile ludzi by się chociażby popatrzyło. Moja rodzina dodała swój komentarz: 'Tylko w Japonii możliwy jest tak głupi program'. Jaki czas temu na blogu Życie po kolumbijsku Monika świetnie zdeklarowała własne przekonania na temat kredytów na mieszkania, stałej pracy i pędu do rodzenia dzieci. Podpisuję się pod tym obydwiema rękami, bo to jak słowa wyciągnięte z mojej głowy. Mimo wszystko na razie dobrze mi się tu mieszka i Japonia jak dla mnie zbiera więcej plusów niż minusów. Jestem otoczona wspaniałymi ludźmi, a społeczeństwo mam niebagatelny wpływ. Osobiście nie mam na co narzekać, poza brakiem tych najbliższych dookoła mnie. Zachęcam do obejrzenia.
wtorek, 21 lutego 2012, 0meredith
Komentarze
buhay
2012/02/22 16:18:41
W książce p. Dworczyka, czytałam, że Japonia ma najmniejszy na świecie odsetek analfabetów. Nie wzięło się to znikąd, opanowanie - o ile pamiętam - 1200 znaków przez dzieciaki to nie lada wyczyn, mało tego, że oni je rozpoznają to jeszcze piszą. My Polacy narzekamy, że nasz język jest trudny, jedyne 32 znaki. Cóż to jest przy 1200, a przecież to nie cały alfabet tylko podstawowe znaki, które opanowuja dzieci w szkole - odpowiedniku naszej podstawowej i gimnazjum (niestety nie znam systemu nauki w Japonii) . Mam wrażenie, że dzieci od malutkiego - ucząc się pisać i czytać jednocześnie - uczą się cierpliwości, dokładności, systematyczności, pracowitości. Myślę, też, że młodzież japońska jest bardzo ambitna, przez to, że stawiane sa przed nąi takie wymagania. To, że część ludzi nie potrafi wpasować się w system, uważam za nic nadzwyczajnego, wszędzie tak jest, więc myslę, że freeterzy są wszędzie tak w Tokyo, Warszawie, Moskwie, Paryżu.....
2012/02/23 02:00:52
@buhay Potrzebują około 2000 jak kończą szkołę średnią do biegłego czytania. Te 1200 to dla niższego poziomu, ale teraz nie powiem ci dla którego i co więcej zostanie podwyższony od tego roku o 90 kanji. Nasz język jest naprawdę trudny. Gramatyka języka polskiego należy do jednej z najtrudniejszych, że o wymowie nie wspomnę. Masz rację, że freeterzy są wszędzie. Słowo to powstało w Japonii, ale myślę, że lada moment śmiało można używać do wszędzie. Pozdrawam
2012/02/23 02:07:09
Ja myślę, że nasz system robi z dzieci obiboków, bo jest masa ambitnej młodzieży w Polsce. A tutaj nie jest to tak jak na obrazku. Moi koledzy na uczelni w 80% nie mają ochoty do takiej pracy, ale boją się, że jak wypadną to nie będzie dla niech pracy i nie widzą innej możliwości. Ciekawe jest to, jak często są mało kreatywni jako jednostka. U nas na lekcjach angielskiego wymyślało się historie, przykłady oby tylko się go nauczyć poprawnie. Tutaj jak uczę to moi studencie nie są innowacyjni. Nie potrafią wyjść poza pewien schemat. Dlatego są dobrzy z czytania, ale sami nie potrafią odpowiedzieć na najprostsze pytania czasem. Może też tak trafiłam. Dodatkowo nie wiem jak wygląda dokładnie teraz szkoła w Polsce.
|
|