Blog > Komentarze do wpisu
Pobudka za 10 000 jenów

- Hej...
- ... (szmer)
- Obudziłam cię?
- Aaa... (ujście powietrza)
- Przepraszam (myśląc: już przecież 10:00)
- Nie. Dobrze, że mnie obudziłaś, bo już powinienem dawno wstać - w słuchawce słychać drobne ziewnięcia i lekko pozbawiony energii głos.
- To zaraz postawię cię na równe nogi. Byłam w waszej ambasadzie i skasowali mnie niemal 10 000 jenów (ok. 440 zł) za to, że nie jestem Japonką!
- Wiem! - teraz już słychać wyraźne przebudzone okrzyki po drugiej stronie. - Przepraszam, wiem o tym!
- Nie przepraszaj mnie. Chyba, że kasa trafia do twojej kieszeni to stawiasz mi niezły obiad.
- Ja wiem. Indyjska wiza nie jest warta tej kasy. Z żadnej strony, w żadnym czasie, o żadnej porze. Oni po prostu są chciwi.
- Ale za 2 tygodnie będzie. Dobrze, że już wstałeś.

Odkładam słuchawkę i jestem nieco sfrustrowana, bo nie jest to jasno napisane na stronie ile zabrać i czy w ogóle coś trzeba płacić (albo za mało szukałam), a przy okienku oczekują 9 135 jenów dokładnie odliczonych. Ale to nieokreślone uczucie szybko mija gdy przypominają mi się okienka interesantów w kształtach niczym z baśni tysiąca i jednej nocy, z niebieskimi liniami nad chmurkowatym rzeźbieniem. Wpatrując się w oczekiwaniu na swój numerek zachwycałam się tym lekkim kiczek. Jest prosty, tradycyjny, słabo i na odwal wykonany, a zarazem taki przyjemny dla oka i domowy. Nie wszędzie musi być mauzoleum z marmuru czy amerykańska barykada z pięcioma strażnikami obserwującymi każdy twój ruch po wejściu. Gdyby istniał tylko taki świat, podróże nie miałyby sensu, bo wszechobecny betonowy smutek przyprawiłby największych optymistów o depresję.

Jadę. Wracam na kampus, na którym nikt nie ma pojęcia gdzie jestem i co robię. Wielkie budynki wyrastające znikąd powoli stają się mniejsze. Trzymam w ręku plastikowy folder po dokumentach. "Wiza za 10 000 jenów... jeden man..." - rozmyślam. Wczoraj kupiłam stół i dwa krzesła za połowę tego. Fakt, używany, ale w nieskazitelnym stanie. "Jak dla mnie jest warta więcej. Dużo więcej." I chwilowa frustracja wynikająca z mojego nieprzemyślanego nieprzygotowania zmienia się w powiew radości, uśmiech. Za dwa miesiące będę jechała na zasłużone wakacje. Z dala od hałasu komputerów, całodobowych konbini i punktualnych pociągów. Tego właśnie będę wtedy potrzebowała. Wrzucić na siebie sari i najeść się curry aż do przesady bez zastanawiania się kiedy mam ostatni pociąg.


czwartek, 19 stycznia 2012, 0meredith
Tagi: Indie

Komentarze
2012/01/19 09:15:12
Nie chcę CIę martwić, ale to jest dopiero początek łupienia turysty w Indiach. Szczytem jest różnica w cenie wstępu do Taj Mahal dla obcokrajowców i Indusów: odpowiednio 750 i bodajże 50 rupii :)) Welcom to India! :) Wybierasz się na Goa czy do Kerali?
-
2012/01/19 12:24:08
Tego się właśnie obawiałam, ale będę z kolegą Hindusem, więc będziemy się targować gdzie da radę ;) Na razie czas pozwala mi tylko na Indie, ale z pewnością jeszcze gdzieś się wybiorę pod koniec tego roku.
-
2012/01/19 12:37:15
To duuuużo ułatwia :) Goa i Kerala to właśnie Indie. Miłego pobytu!
-
2012/01/25 16:41:19
Ooo, w Londynie wiza indyjska jest znacznie tańsza. Jak widać co kraj to ceny inne. Jak długo będziesz w Indiach? Gdzie planujesz pojechać?
-
2012/01/26 02:59:42
Powoli planujemy trasę. Na razie wiem, że lądujemy w Mumbaju, wylot z Delhi. A po drodze Jalgaon, Ajanta, Ellora caves, Aurangabad, Amritsar, Pakistan Wagha border, Agra, co oznacza Taj mahal i dalej mamy dylemat, czy na wschód i Himalaje zobaczyć, czy na pustynię i Jaipur
-
Gość: Ivi, dce28.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/26 17:01:31
Jak dawno mnie nie było na Twoim blogu, a tu tyle do czytania :) Podróży pełnej wrażeń i przygód życzę:) Może byłaby możliwość wysłania mi pocztówki z tego dalekiego kraju?
-
2012/01/27 01:05:37
@Ivi Z Japonii czy z Indii? :) Napisz mi swój adres na edithnatropie [at] hotmail.com
Japan
Poland