Menu

Edith na tropie

Japonia - codzienne życie za wielkim kontynentem

Flea market for Tohoku

0meredith

W miniony weekend uczestniczyłam jako wolontariusz w imprezie pod hasłem "Pchli targ dla Tohoku" (Flea market for Tohoku). Duży koncert z japońskimi gwiazdami muzyki (z moją ulubioną Anną Tsuchiya) połączony z aukcją fantów. Tak mniej więcej wyglądało to zjawisko naprzeciwko sceny chwilę przed grand opening, kiedy to pierwszy tłum nastolatek dosłownie wbiegł przed barierki.

Wśród fantów znalazły się takie perełki jak gitara od Tokio Hotel (którzy zresztą zagościli osobiście), gitara od Bryana Adamsa, z którą szalał w '97 na scenie w Fukuoce, bluza od Jamesa Blunta czy sukienka od Kyile Minogue.  Zapewniano nas, że przyjedzie też Lady Gaga ponieważ impreza połączona była z wydarzeniem MTV, ale Gaga miała występ gdzieś w Ginzie, czy gdzieś tam. Szczerze mówiąc nie bardzo mnie to interesowało czy będzie czy nie, chciałam zobaczyć Annę na żywo i odpocząć od codzienności. I pojechałam z tak głęboko zakorzenionym przekonaniem, że nie wzięłam nawet aparatu, stąd słabe zdjęcia z telefonu. Moim zadaniem była sprzedaż wody witaminowej (swoją drogą absolutnie nikomu jej nie polecam) lub drinków z tą wodą.

Każdy musiał najpierw zakupić kupony o wyglądzie dolarów.

Za jeden nalewaliśmy wybrany smaczek do kubeczka i obdarowywałam resztą wody w butelce. Za dwa drink z wódką. Ale z jaką!! O ironio losu. Oczywiście z polską wódką, Belvedere.

Miałam pracować 2 godziny i uczestniczyć w zabawie, ale tak dobrze bawiłam się za mini barem, że po czterech godzinach przeniosłam się do baru dla vipów. Co ciekawe mogłam z niego wyjść w każdej chwili i dołączyć do ów vipów z MTV, piosenkarzy itd., co zresztą robili moi znajomi zmieniając się co jakiś czas. Tam... istny szał. Nie mogłam nadążyć z podawaniem. Dobrze, że był mały wybór. Jednak wcale nie miałam ochoty wychodzić. Sprawiło mi to tyle radości, że mimo propozycji na karaoke po skończonej imprezie (była wtedy 2 nad ranem) zostałam i pomogłam sprzątać do 6:30.

Słyszał ktoś kiedyś o siniakach na dłoni, a mówiąc 'na dłoni' mam na myśli jej wewnętrzną część. Jak sobie policzyłam to odkręciłam jakieś 200-300 butelek. Bardzo, bardzo dużo. Następnego dnia nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam, ale jednak. Wyglądało jak cień, ale to siniaki, dziś została ich połowa. Ale nie narzekam, piszę o tym z uśmiechem, bo naprawdę świetnie się bawiłam. Oderwałam się całkowicie od problemów i posłuchałam fajnej muzyki w miłej atmosferze. Do tego poznałam na przykład Verbala, który nagle przyszedł do naszego stanowiska i tworząc uśmiechy dowiedziałam się co to znaczy stać w blasku fleszy i telefonów komórkowych. Swoją drogą świetny gość. Zdjęcia razem nie mam, ale ma je dziesiątki Japonek na telefonach, więc może mimochodem kiedyś je zobaczę w internecie w najmniej spodziewanym momencie. Tu wersja solo dla sponsora.

A tu wersja mnie solo podczas krótkiej przerwy dla stóp przy sprzątaniu. Scena oczami vipów. Szczerze powiem, że wolałam moje stosiko 5 metrów od sceny.

© Edith na tropie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci